wtorek, 19 maja 2015

Trzy motki...

... w trzech różnych stanach skupienia...


Dalej przędę BFL na sweter.... A że przędzenie wielu takich samych motków i do tego jednokolorowych, może być momentami nudne, naszło mnie na zrobienie zdjęcia obrazującego poszczególne etapy powstawanie przędzy.

Kolory,ciut nie rzeczywiste, zdjęcie zrobione w sztucznym świetle....

czwartek, 14 maja 2015

Przylaszczka

Szczerze mówiąc, to myślałam, że z niej nic nie będzie...
Pisałam już o swoich wątpliwościach wcześniej, a tuż przed końcem, w przedostatnim okrążeniu, przeczytałam gdzieś pod koniec opisu wzoru- radę żeby serwetę dziergać tylko z cienkich nici, bo przy zmianie metrażu, kwiatki mogą się nie ułożyć..... Spisałam na straty, ale skończyłam- jak się okazało było warto.


Jak widać nadmiar oczek ułożył się ładnie i choć jest ona z tych ciut bardziej skomplikowanych,po wykrochmaleniu cieszy oko bardziej...


Los zadecydował, że przylaszczka ma bardzo ważne zadanie- można ją wylicytować TU a pieniądze z jej sprzedaży pomogą małej Karolince wrócić do zdrowia.... Jednak trzeba się spieszyć, aukcja trwa do 15 maja.


piątek, 8 maja 2015

Miło jest spotkać kreatywnych ludzi...

Każda dziewiarka (lub w ogóle rękodzielniczka), która porusza się na co dzień w gronie osób nie podzielających/ nie rozumiejących jej pasji, szczególnie ceni sobie spotkania z osobami, które "znają ten stan"...  Dlatego  bardzo cieszę się, że na ravelry jest polska grupa (która ostatnio bardzo prężnie działa) i można tam sobie pooglądać, poinspirować się, poradzić i oczywiście pogadać do woli, na różne, nie tylko wełniane tematy...

Ostatnio w ramach polskiej grupy, zorganizowano KAL z warkoczowym tematem przewodnim...
Ja co prawda głosowałam za paskami,  myślę że kiedyś  wyjaśni się dlaczego... ale co za problem wydziergać coś z warkoczami, zwłaszcza, że trafiłam na te skarpetki...


Wzór jest prosty i bardzo przyjemny w robocie, mimo iż skarpetki dzierga się od palców w górę. Bardzo łatwo jest też go zmodyfikować i dodstosować ilość oczek w obwodzie do swoich potrzeb...
No a pięta.... uwielbiam skarpetki z ładnymi piętami...



Ta piękna pięta była dla mnie trochę zaskoczeniem i na początku bałam się, że będzie achillesowa... na szczęście jak już przystąpiłam do pracy okazało się że robię dokładnie to samo co w skarpetkach robionych tradycyjnym sposobem... jedynie nadmiar oczek zamiast po bokach zbierany jest z tyłu.
Wzór zakłada gładką podeszwę, jednak ja zauważyłam, że jak zrobię  ściągacz, dowolny i nawet jeśli tylko w części podeszwy, to skarpetki lepiej się układają.


Dla porządku dodam, że wzór to Keväthuuma autorstwa Tiiny Kuu , włóczka użyta to fabel dropsa... Dziergałam na drutach 2mm i zmniejszyłam sobie liczbę oczek do 52 w obwodzie. Zużyłam 45g  i po tych skarpetkach i żabich rękawiczkach, z zakupionych 100g, został mi nadgryziony motek... powędrował do worka z innymi nadgryzionymi motkami, lub wręcz ogryzkami- myślę, że kiedyś w ramach utylizacji zrobię jakiś beret pod hasłem "bądź widoczny na drodze!" nawet mam z czego wybierać- klik ;)


I na koniec jeszcze jedno zdjęcie , wiem poszalałam dziś- tak brązowe BFL dalej się przędzie... aktualnie potrajam drugi motek...

W planach miałam kolejne skarpetki - też z warkoczami, ale paczka z włóczką skarpetkową  dopiero wyruszyła w swą drogę... a wczoraj zgłoszono mi pilne zapotrzebowanie na serwetę... Ciocia chciała wręczyć nietuzinkowy prezent (łatwy do spakowania ;) ) więc z warkoczy będę musiała się przerzucić na ażury...  Oby tylko Pani w "Naparstku " miała Myrę...

Miłego zbliżającego się weekendu życzę- ja swój zaczęłam już dziś ;)
 

wtorek, 28 kwietnia 2015

Bliźniaczki...

Właściwie to miałam problem z tytułem postu, miało być " Znajdź 5 różnic" ale stwierdziłam, że się drażnić z czytelnikiem nie będę :)

Chodź w zasadzie nie powtarzam tych samych wzorów kilka razy pod rząd (nudzi mnie to ogromnie), to podczas kończenia pierwszej serwety, mama natychmiast złożyła zamówienie na następną... a pierwszą dziergało mi się na tyle przyjemnie że nie protestowałam....

Najpierw starsza o tydzień siostra

Wzór pochodzi ze starej gazetki, sprezentowanej mi przez ledwie znaną Osóbkę. Jest to jeden z najlepszych prezentów które w życiu dostałam i bardzo lubię do tej gazetki wracać...



W gazecie, serweta została zatytułowana orchidea, dlatego też stosowny badyl na zdjęciach się przewija.
A zbaczając na chwilę w temacie badyla, obrodził mi w kwiecie aż miło, mam nawet nieustanny dylemat jak go prezentować... z której strony bym go nie obkręciła, to mi się wydaje, że po tej drugiej (odwróconej od oczu) jest więcej kwiatów...


w lipcu minie rok, jak go dostałam

Dziergając ostatnie serwety, utwierdziłam się też w przekonaniu, że moją ulubioną nicią do serwet jest Myra (Altin  basak), jest to właściwie włóczka a nie kordonek, bardzo wygodna do przerabiania na drutach 3mm i jedyną jej wadą jest dostępność, pojawia się czasem, tylko w jednej z lokalnych pasmanterii, a w tych internetowych, z których korzystam, nie spotkałam. Dlatego, tak jak ostatnio, wzięłam wszystko co mieli (nie mieli wtedy dużo), tak bez zbędnych wyrzutów sumienia, będę kupować, choćby i kilo...


Ponieważ drugą z sióstr bliźniaczek kończyłam u progu ostatniego weekendu i zapowiadało się, że zostanę z pustymi rękami, co jest stanem niedopuszczalnym... zaczęłam kolejną...


Wzór nazywa się przylaszczka, już od dawna się na nią sadziłam, choć trochę miałam tremę, bo jest w jej przebiegu do wyrobienia 27oczek z 3 narzutów (nie, nie pomyliłam się 27 oczek- dwadzieścia siedem). Jak pewnie większość dziewiarek się zorientowało, na powyższym zdjęciu są to te dziury... Teraz siedzę i dumam, czy dziergać dalej, czy wręcz przeciwnie, bo choć w gazetce wszystko jest pięknie zblokowane, ja mam wątpliwości, czy taki nadmiar oczek z okrążenia na okrążenie, może się udać...


czwartek, 16 kwietnia 2015

Trzysetny post

No właśnie pisząc ostatnio o szalu, tknęło mnie, że następny post będzie taki okrągły.... Właściwie nigdy jakoś specjalnie ich nie liczę, regularnie przegapiam rocznicę pierwszego (to gdzieś w lecie, chyba w lipcu) i generalnie nigdy się nie przejmuję upływem czasu, to co zrobię, pokazuję, jak mam nastrój to napiszę kilka słów, jak nie to lakonicznie podpisuję obrazki i tyle... ale to 300 podziałało mi na wyobraźnię... Nawet sobie pomyślałam, że wypadałoby zorganizować jakieś cuksy, ale po przeliczeniu co powinnam zrobić na wczoraj, co na już, wychodzi mi, że się nie da.  Brakuje mocy przerobowej i trzeba będzie to świętowanie "jubileuszu" odłożyć na czas jakiś (oby nie do 400-tnego postu).

A w roli głównej dzisiaj- ikona.


Chwyciło mnie, naprawdę, już po głowie chodzi mi ikona któregoś z archaniołów, ale na razie brakuje mi wiedzy z zasad rysunku i nie wiem czy podołałabym z dłońmi i odwzorowaniem proporcji w postaci...


Z wizerunku jestem bardzo zadowolona, ze złoceniem było gorzej, niestety kupiłam też werniks o "złotym" odcieniu i paradoksalnie, zmienił on kolor złoceń na mnie złote... ale cenna to lekcja... zapamiętam...


Ikona powędrowała do mojej mamy, właściwie to oczywiście do obojga rodziców, ale mamie chyba szczególnie poprzednia ikona przypadła do gustu, bo chciała żebym jej nie zabierała do siebie od razu. Teraz ma swoją, tata tylko musi zamontować wieszak, no i muszą wybrać miejsce (bo trochę moich starych obrazów na ścianach wisi)... Babcia stwierdziła - ładna, ale taka prawosławna ... odebrałam to jako komplement, bo w końcu najwięcej ikon spotyka się w Kościele wschodnim...