niedziela, 8 stycznia 2017

Święty z psem

Nie będę się już tłumaczyć,  że nie mam czasu, bo może to zabrzmieć  jak mój osobisty rytuał,  a prawda jest taka, że moje poprzednie narzekania były  tylko dziecinnym marudzeniem. Ten rok, zaczyna się dla mnie tak, jakby Pandora otworzyła swoją  puszkę,  ale nie tracę  nadziei i czekam na tłuste czasy po tych obecnych, chudych.
Jak łatwo się domyślić lista zaleglych projektów do pokazania stale się wydłuża,  a niektóre poszły już w miejsca przeznaczenia więc zostały utracone.

Dziś tylko jedno kiepskie zdjecie i to z tabletu.
Przyjaciółka poprosiła mnie o ikonę,  właściwie to chyba pod moim wpływem zdecydowała się na wizerunek Św. Rocha, patrona swojej parafii...



Tak jak pisałam sama, sugerowałam  Św.  Rocha, między innymi dlatego, że jest on przedstawiany razem z psem i przyznaję jest to dla mnie bardzo sympatyczny wizerunek. Pies pojawia się obok Rocha dlatego, że zgodnie z legendą, gdy święty pomagał leczyć chorych podczas epidemii dżumy i sam ulegl zakażeniu.  Chory Roch zbiegł na odludzie, aby nikogo nie zarazić i tam do ocalenia Rocha przyczynił  się pies, ktory przynosił świętemu jedzenie.
Zdjecie może nie jest najlepsze, ale też nie tragiczne, dość wyraźne i dziennym świetle.
Pozdrawiamy niedzielnie i mam nadzieję że ta przysłowiowa Pandora wylała swoje nieszczęścia tylko na mnie.

środa, 21 grudnia 2016

Czasowa czarna dziura

U mnie bez zmian, żyję, pracuję,  dziergam lub wręcz przeciwnie, trochę maluję i absolutnie nie mam czasu na robienie zdjęć i pisanie postów.....
Cały czas mam jeden sweter do pokazania i jeszcze 3, w różnym stopniu rozgrzebane... Skończony sweter musi przez jeszcze jakiś czas zostać  tajemnicą, dziś zajrzałam tu tylko na chwilkę aby złożyć Wam czytelnicy świąteczne życzenia...

Zatem

Prosto z serca najlepsze życzenia
Mogłabym długo wymieniac  zdrowia szczęścia i radości...
i tego oczywiście wszystkim życzę,  ale przede wszystkim,
pokoju, poczujcie pokój w sercach, a może jeśli będzie  nas odpowiednio dużo,  ten pokój się zadzieje.....




Zdjęcie nie najlepszej jakości,  oczywiście robione w biegu  w złym świetle,  to moja ostatnia karteczka świąteczna....


piątek, 2 grudnia 2016

Wodolejstwo

Działam, a na blogu cisza, w listopadzie jeden post, w ogóle wpadłam w jakiś niebezpieczny rytm jednego posta na miesiąc, oj chyba trzeba będzie jakieś postanowienia noworoczne podjąć ;)
Działam i z tego rozpędu nie mam czasu na zrobienie zdjęć.
Dziś znowu będzie temat świąteczny, ale nie będzie ani jednego słupka, będą za to efekt mojego chlapania akwarelą. Zmalowałam kilka miniaturek z przeznaczeniem na kartki świąteczne. Dominuje temat "cudnego zimowego świata" jak to się ładnie z angielska nazywa, choć  jedna poinsecja się też się znalazła, źródło inspiracji bije oczywiście w internecie. Zdjęcia nie najlepsze, niektórych miniatur już nie posiadam, więc muszę się posiłkować tym, co zaraz po procesie powstawania wrzucałam do instagramu (tak... posiadam, rozkręcam się).








Zdjęcia pokazuję w kolejności chronologicznej, więc być może ktoś patrząc na nie zauważa jakiś delikatny progres, wiele się jeszcze muszę nauczyć, czasem (zwłaszcza przy większych pracach) mam ochotę cisnąć nimi w kąt i zająć się wyłącznie farbami kryjącymi, a nawet złapać za znienawidzone akryle, ale po chwilach zwątpienia mówię sobie, że jak inni potrafią cuda wyprawiać, to może ja po odpowiedniej ilości praktyki, może będę w stanie namalować coś porządnego....



środa, 9 listopada 2016

Uwaga! biję po oczach...

... można nie trafić do domu...

Dziś byłam m. in. w centrum handlowym, a tam, wiadomo, choinki, lampki, łańcuchy itp. Nawet w jednym sklepie z zabawkami cichutko, nienachalnie sączy się jingle bells...
Skoro może centrum handlowe, mogę i ja, bo przecież jak co roku robię ozdoby, aby podarować bliskim w odpowiednim czasie.
Osoby wrażliwe okulistycznie uprasza się o nieoglądanie, będzie kolorowo jak na jarmarku, czy w kalejdoskopie, będzie też zatrzęsienie zdjęć, bo pokażę, prawie wszystko co z mamą do tej pory wyprodukowałyśmy....


Kolor zupełnie od czapy, piękny miętowy odcień można zobaczyć na rav, lub na instagramie





Produkcja trwa od września i jest to praca zbiorowa, moja i Mamy. Mama jest moim pierwszym "sukcesem pedagogicznym" i jak widać idzie jej świetnie, jej bombki, zaznaczone są kordonkiem na zawieszce i w niektórych szóstkach jest jest więcej tych ze sznureczkami niż bez. Mama podeszła do sprawy strategicznie, wiedząc, że każdy obdarowany dostanie jedną sztukę, w kółko powtarzała te same wzory, co pozwoliło jej się ich nauczyć na pamięć i nabrać rozpędu... Ja, jak to ja nie lubię powtarzać tych samych wzorów i starałam się je powtarzać, co najwyżej w innych kolorach.

Wiem, że zdjęć jest bardzo dużo, ale mogę sobie odmówić przyjemności, pokazania ich wszystkich razem w jednym kadrze.....


Widać jedno puste miejsce, stłukłam, na samym końcu, byłaby jeszcze jedna z czarną koronką.... w sumie to aż dziw, że stłukłam tylko jedną....

To nie jest wszystko, ani koniec produkcji, w szafie z porcelaną pląta się jeszcze kilka sztuk, takich nie od kompletu (resztki z tamtego roku), dziś jeszcze kilka kupiłyśmy, bo jakoś lista osób "do obdarowania" ciągle się poszerza, ale to już nie będą jakieś zastraszające ilości. Te 35 sztuk, to główna część tegorocznego urobku.
Pozdrawiam

niedziela, 30 października 2016

Kurz i pajęczyny

Tak dawno nic nie pisałam i tu nie zaglądałam, ze można by pomyśleć, że całkiem zapomniałam o własnym blogu, albo połamałam wszystkie kończyny i nic nie wytwarzam....
Nic z tych rzeczy, na szczęście (zwłaszcza w kontekście kończyn), działam dużo, czasami ścigam się z czasem i właśnie z powodu tego czasu, a raczej jego braku, nic nie publikuję.

Jak już odkurzać to na całego, czemu nie wymieść zaległego  projektu, skończonego uwaga, uwaga, w lutym....


 Tradycyjnie zdjęcie z najbardziej robótkowym psem na świecie, chociaż samo zdjęcie może nie jest bardzo robótkowe...


Sweter powstał z alpaki dropsa, jakoś nie mogę się oprzeć świetom alpaki ( w tym  roku zakupiłam limę), robótka była bardzo spontaniczna, bez wzoru, bez dokładnych notatek.
Konstrukcja jest taka, najpierw powstała zielona część tułowia, od dołu, potem nabrałam oczka naookoło i zaczęła dziergać brzeg. Tu nastąpiła mała huśtawka emocjonalna, bo w pierwszej wersji brzeg miał być wydziergany z mojego suri, ale nie wyglądało. Wobec tego, że owsiankowy BFL, wyciągnięty  z szuflady jako lekarstwo na suri, również nie wyglądał, zakupiłam motek grafitowej alpaki z dropsa, no i teraz musiało już zagrać....
Aby urozmaicić całość, tyły kieszonek również wydziergałam w kontrastowym kolorze...
Ostatecznie, trochę źle obliczyłam rozmiar i plisa musiała wyjść taka szeroka, a sweter jest bardzo dopasowany, ale przyjmijmy, że tak miało być....


Z tyłu jest zupełnie prosto. Rękawy dla wygody, dziergałam od pachy w dół, od dawna nie dziergałam rękawów z główką innym sposobem...



I na dzisiaj to tyle, jak widać mam jeszcze nową czapkę, ale to już następnym razem, z kominem w komplecie. Następne posty mogą też zawierać tematy bożonarodzeniowe, ale to już będzie po  1 listopada, więc nie wyprzedzę supermarketów ;)