niedziela, 18 września 2016

Dobry Pasterz

Pisałam już o tym, w poprzednim poście z ikonami, że moje ikony często wędrują do bliskich.
Dziś Prezent, dla mojej kuzynki, ikona Jezusa Dobrego Pasterza. Wizerunek wybrałyśmy razem, jest to patron parafii Asi i jej rodziny...


Wśród wielu wizerunków, na których Jezus trzyma owieczkę na ramionach, ale owieczka na nich wydawała nam się mało żywotna, dlatego zdecydowałyśmy, że owieczka będzie trzymana w ramionach.


Ikona przypadła nowym właścicielom do gustu, co mnie oczywiście bardzo cieszy i już znalazła swoje miejsce na ścianie.

poniedziałek, 5 września 2016

Za plecami

Jak tak dalej pójdzie, jesień zagości na dobre, a ja dalej nie pokażę ostatniej letniej bluzki... Tak długi czas oczekiwania, ma tylko tę zaletę, że mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że nosi się dobrze....

Pomysł na bluzkę zrodził się z zachwytu nad jednym z wzorów vogue knitting, już pisałam, że projekty VK szalenie mi się podobają, ale mało który wydziergałabym tak wprost, oczko w oczko... Top który mi się tak spodobał zobaczyłam po raz pierwszy u Gosi. Przypomniałam sobie o nim tego lata i postanowiłam spróbować wydziergać coś na podobę...

Moja bluzka ma jednak prostszy ażur, zapożyczony z szala  Intenso Lace Shawl  autorstwa Aliny Appasov.



Dziergałam tak jak zwykle, bezszwowo i oddolnie, a z lenistwa rękawy po nabraniu oczek z pach, w dół, w sumie odwrócenie wzoru nie jest bardzo widoczne, nie razi. Oddzielenie dżerseju i ażuru, uzyskałam przekładając warkocz z 2 oczek... Linię dekoltu wykończyłam icordem...



I w zasadzie to już koniec mojego letniego dziergania, teraz to już mi w głowie jesienno-zimowe swetrzyska, jedno powstaje z pieśców, a na drugie się przędzie....

poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Klasyka gatunku

Miałam przyjemność (po raz kolejny) testować wzór na skarpetki dla Iwonki...
Poszło gładko i dzierganie tych skarpet było wielką frajdą, a kontakt z Iwonką jak zwykle w takich sytuacjach właściwie na bieżąco co bardzo ułatwiało sprawę.
Iwonka zaprojektowała wzór tak, aby palce i pięta były w kontrastowym kolorze, co świetnie ożywia całość i wraz z ozdobną stopą i cholewką świetnie się uzupełnia, ażur w części głównej skarpet powoduje, że ten wzór jest raczej dedykowany dla włóczek jednolitych, lub nieprzesadnie pstrokatych...


Ja postawiłam na bardzo typowe zestawienie, szarości i czerwieni, można powiedzieć klasyka gatunku, ale malinowy odcień dropsowego fabelka, powoduje, że nie jest bardzo nudno, szarość jest phildarowska. Włóczki to "resztki" po dzierganym na początku wiosny  swetrze, więc mam komplet....


Wzór jest już dostępny na ravelry i w sklepiku Iwony Eriksson- This is Halloween socks.
Jest bardzo prosty- po jednym przerobieniu dziergałam z pamięci, pięta jest robiona niemieckimi rzędami skróconymi, dla tych co nie umieją (tak jak ja przed testem) Iwonka przygotowała stosowny film z instruktażem.  Wzór ma też taką zaletę, że całość motywu powtarza się po niewielkiej liczbie okrążeń, dzięki temu, przy moich maleńkich stopach nie musiałam obcinać wzoru na stopie, to samo tyczy się długości cholewki, można swobodnie dostosować jej długość.
Kolory chyba najprawdziwsze na "płaskim" zdjęciu.


I to wszystko na dzisiaj, miłego świętowania....


czwartek, 4 sierpnia 2016

Pieśce....

Rzecz tylko pozornie będzie o lisach (choć Ci co znają mnie znają bliżej, wiedzą że mam darzę te zwierząta sympatią)...
Kiedy Karina wspomniała o czesance lisa polarnego, od razu wiedziałam, że muszę jej spróbować, nawet jeśli tylko piesiec jest w nazwie i kolorze, a w DNA czesanka ma najprawdziwszą owcę, prosto z Islandii...
Czesankę oczywiście nabyłam, potem długo leżała, potem zaczęłam prząść, a szło mi bardzo, wolno... Zaczęłam prząść pod metraż okołoskarpetkowy, z myślą o tym wzorze, jako kolor kontrastowy, miał wystąpić brązowy BFL, który w dużej ilości pozostał mi po nelumbo.... Niestety po pierwszym motku okazało się, że owszem włóczki metrażowo przystają ale, w charakterach są totalnie różne (BFL był znacznie bardziej puchaty), mieszać tej pięknej kości słoniowej, z jakąś typowo skarpetkową włóczką, trochę się bałam...., tak więc sweter prządki powstał z fabrycznych włóczek (pokażę kiedyś obiecuję), a ja niespiesznie przędłam sobie pieścowe motki, ostatni powstał w tegorocznym Tour de fleece....



Wszystkie motki to włóczka 3ply navajo, w każdym ponad 400m włóczki, różnie ponad, ale nie są to jakieś wielkie różnice...

No ale, żeby na jednej włóczce nie skończyć, to teraz będzie czekoladka... a w tej roli mój ukochany szetland....




Motek również powstał w niedawno zakończonym tourze, to również włóczka przędziona na sposób łańcuszkowy, mierzy 350m w 100g... Na razie jedynak, ale będzie miał braci, najwięcej czarnych, ale i szary i jeszcze białasek  się znajdzie...

No i jeszcze rzutem na taśmę upchnę skarpetki... zrobiłam sobie, takie gładkie, zwykłe, za to mieniące się wszystkimi kolorami tęczy...



Włóczka to zitron trekking xxl- gdy ją ujrzałam,  nie mogłam nie kupić (kolory prawdziwsze na "płaskim" zdjęciu).
I to już chyba tyle, więcej do tego posta nie upchnę...

poniedziałek, 4 lipca 2016

Spadochron...

Nie broń Boże nie jestem miłośniczką sportów ekstremalnych, zdecydowanie wolę czuć grunt pod stopami...
Spadochron w kontekście ubraniowym, oznacza spory kawałek dzianiny. Ale spadochron, także dlatego, że jednak pozwolił mi bezpiecznie wylądować po nietrafionym zakupie włóczki....

Nie to żebym do jakości "Miss Alize" coś konkretnego miała, wręcz przeciwnie, jest niezła bawełna i powinna się dobrze nosić bo merceryzowana, ale cienizna, no cienizna że serwety dziergam z grubszych kordonków często. Jednak zakupy w internecie, mają to do siebie, że nie zawsze, kiedy człowiek patrzy na podaną ilość metrów w motku umie sobie wyobrazić, jakiego kalibru będzie do włóczka... Pechowo wymyśliłam sobie bluzkę przy ciele z fikuśnymi ażurkowymi plecami, a tu, cały ściągacz i dżersej i w ogóle dzianina sama z siebie była ażurkowa niczym mgiełka....
Powstał pomysł, aby jednak wydziergać serwetę, ale kto kładzie czarne serwety?
I wtedy pomyślałam, że trzeba po prostu wykorzystać mgiełkowatość tej dzianiny i takie przezroczystości sprawdza się w luźnym topie, zakładanym na  koszulkę na ramiączkach. Świetnym zbiegiem okoliczności, zobaczyłam na ravelry natsumi w wykonaniu Gosik  a, że od dawna ten wzór ogromnie mi się podobał, pomyślałam, raz kozie śmierć.

Dziergałam po partyzancku, bez zakupionego wzoru, kierując się tylko zdjęciami, ale umówmy się, przecież nie musi być identyczny. Ponieważ odkąd nauczyłam się porządnie trzymać druty  w rękach bałam się ubrań dzierganych od rękawa do rękawa- mama mi zawsze powtarzała, że takie swetry nie wychodzą, postanowiłam sobie zrobić wykrój. Krawcowa ze mnie również żadna i na tworzeniu form, czy to krawieckich czy to dziewiarskich, absolutnie się nie znam, zrobiłam to typowo na chłopski rozum.  Położyłam bawełnianą koszulkę na papierze, obrysowałam, dodałam sobie w tych miejscach po kilka cm, tak na czuja, złożyłam na pół w środku i ciach. A potem to już szło powiedzmy gładko, było trochę podpruwania, ale tylko na początku.



Uzupełniając jeszcze dane techniczne, powtórzę, że to top to  Natsumi autorstwa Yoko Hatta, dziergałam na drutach 2mm, ale poszło mi zadziwiająco sprawnie.




Jak widać na załączonym obrazku tęcza obrasta szybciutko, choć ekspansywność obu bluszczy jest nierówna i boimy się z mamą, że ten ciemny zdominuje konstrukcję całkowicie.