wtorek, 23 maja 2017

Leniwiec

Nie ma co ukrywać rozleniwiłam się ostatnio, ale nie w kwesti produkowania, to z pisaniem bloga narobiłam sobie zaległości.
Dzi takie mrugnięcie oka, zaledwie, zdjęcia wcale nie porządne a i obiekt niezbyt wysokich lotów... ale umówmy się, skarpetki są dobre na wszystko...





Wzór  użyty tym razem to Broken Seed Stitch Socks autorstwa Hanny Leväniemi któż go nie zna, ja dość długo zwlekałam z wrzuceniem go na druty, ale muszę przyznać że jest on bardzo przyjemny, z takich relaksujących i niewymagających....
Włóczki- po prostu wzięłam z wora ze skarpetkową (mam taki worek gdzie wrzucam wszelkie napoczęte lub niedokończone motki w metrażu okołoskarpetkowym), konkretnie fabel dropsowy i skarpetkowy phildar folk.


Z robótek aktualnych, dziergam powtórnie serwetę wg wzoru winter rose, oczywiście pomocnik na posterunku....
Jest jeszcze kilka akwarel do pokazania, ale do tego muszę się zmobilizować żeby zrobić porządne zdjęcia, tablet jednak bardzo spłaszcza niektóre kolory....

piątek, 14 kwietnia 2017

Świątecznie

Już za chwilę zakrzykniemy Alleluja zatem, wszystkim czytelnikom

Zdrowych, pogodnych
Radosnych
Świąt Wielkanocnych 
Przeżytych razem, w radości i pokoju
Poczujmy pokój i zgodę w sercach, 
a może ten świat stanie się odrobinę lepszy





Pokazane na zajęciach jajka, to wycinek tegorocznej produkcji, wycinek, ale i też większość wzorów, bo w tym roku, robiliśmy takie same jajka wielokrotnie. Techniki różne, część malowanych, część to decoupage, wszystkie oczywiście na wydmuszkach gęsich.

poniedziałek, 3 kwietnia 2017

Jest wiosna to musi być zielono

W przeciwieństwie do większości kobiet, lubię mieć tylko jedną torebkę, bo przekładanie rzeczy z jednej torby do drugiej spowodowałoby u mnie brak połowy zawartości i np jazdę samochodem bez dokumentów. Jednak, moja ukochana skórzana torebka ostatnio się przyniszczyla i postanowiłam oddać ją do renowacji, potrzebna jest zatem torebka zastępcza. Początkowo zapragnęłam torebki typu mochilla, ale kupienie zestawu kolorów do wymarzonego wzoru, w potrzebnej grubości okazało się niemozliwe. Pinterest podsunął mi jednak inny pomysł i tym sposobem kupiłam włóczkę typu t-shirt, szydełko 10mm i mam.



Oczywiście aby torba była funkcjonalna musiałam uszyć podszewkę, wiadomo z maszyną się nie lubimy, ale i tak szycie samego wsadu było pestką w porównaniu z ręcznym doszywaniem podszewki do torebki, podołałam jednam i temu.






Tradycyjnie muszę popsioczyć jeszcze na jakość zdjęć,  nie miałam czasu robić ich klacyczmym aparatem, a nie chcę robić zaległości, kolor torby to soczysta trawiasta zieleń,  a i kolory podszewki są nasycone i chyba na tym zajawkowym zdjęciu najbardziej prawdziwe...



No to tyle na dzisiaj, następny post będzie typowo wielkanocny...  chyba...

niedziela, 19 marca 2017

Sweter idealny

Co prawda trochę już późno na pokazywanie swetra z golfem, ale na usprawiedliwienie mam dzisiejszą temperaturę i wiatr, oj tak dziś sweter z islandzkiej wełny był dobrym wyborem.

Oczywiście sweter skończyłam dawno i nie miałam czasu zrobić porządnych zdjęć aż do dziś, za to pozytywem takiego opóźnienia w prezentacji jest to, że mogę napisać jestem z niego zadowolona. Nosi się świetnie, krój jest wygodny, z rozmiarem też trafiłam akuratnie i nie przesadzę jak powiem, że jest to najlepszy sweter jaki zrobiłam w życiu.
Wzór jest prawie mój własny, środkową plecionkę wzięłam z sandry (nr 11/2009), ale można mieć trudności z rozpoznaniem, bo tam konstrukcja oryginalnego swetra jest zupełnie inna. Włóczka moja własna, pieścowa.


Znowu zdjęcie z kotem próbującym czmychnąć, no cóż, panicz nie ma parcia na szkło, a szkoda...



Sweter dziergałam bardzo długo, ale wcale nie z powodu trudności wzoru, choć te celtyckie plecionki łatwe nie były (przez cały niekrótki przecież sweter nie nauczyłam się, tylko cały czas zerkałam na gazetę), powodem tak długiego czasu był błąd w konstrukcji i konieczność prucia od golfa, aż do pach. Jak to ja obraziłam się na dziergadło i rzuciłam w kąt, dopiero po kwarantannie wróciłam i skończyłam szczęśliwie....

Tymczasem jak co roku, zaczęły robótki sezonowe...



niedziela, 19 lutego 2017

Sweter prządki

I znowu dawno mnie tu nie było, ale to już chyba niestety stało się normą...
Dziś na swój sposób post specjalny, bo pokażę największą zaległość jaką udało mi się w historii bloga wyprodukować. Tytuł może sugerować że dzisiaj pokazywany sweter powstał z moich uprzędów i takie początkowo miałam plany, ale ostatecznie różne czynniki, spowodowały że surowiec jest fabryczny. Gdy zobaczyłam wzór Fileuse autorstwa Valérie Miller od razu wiedziałam że muszę go zrobić, no i zrobiłam prawie rok temu.
Zdecydowałam się na połączenie szarości i czerwieni, tyleż klasyczne co w moim przypadku kłopotliwe, bo pomijając to że w miejscu karczku ciemniejsze nitki prześwitują troszkę na prawą stronę, to chyba ten konkretny czerwony fabelek jest wadliwy, bo utrzymanie szarego koloru jest dla mnie wyzwaniu przy każdym praniu- a nigdy mi się takie rzeczy nie zdarzały, no chyba że to phildar chłonie wszystko jak leci, ale wątpię.


Konstrukcyjnie idealnie nie jest, przede wszystkim zrobiłam ciut za wąskie rękawy, niby noszę i nic nie pije, więc nie zmieniam, ale gdybym robiła drugi raz dodałabym z centymetr...


W odróżnieniu od oryginału zrobiłam sobie z przodu minimalny dekolt, formowany rzędami skróconymi, znaczy, zrobiłam tych odstępstw więcej, ale to najbardziej rzutuje na wygląd całości.
Mówiąc w skrócie, lubię, noszę i cieszę się, że wreszcie udało mi się zrobić zdjęcia zanim znoszę go całkiem.




A z okazji obchodzonego niedawno dnia kota, żegnam się z Wami wraz z Carewiczem, który w swojej zdjęciowej fobii patrzy tylko gdzie tu czmychnąć....
Do rychlejszego przeczytania, mam nadzieję, bo w tej konkretnej chwili, mam 2 ukończone i niepokazane swetry, mam nadzieję, że uda się je pokazać w całości, wcześniej niż za rok....