niedziela, 13 kwietnia 2014

Projekt szetland- część 3

Mam już wszystkie nitki na mój szetlandzi sweter... W tygodniu skończyłam przędzenie jasnych motków....


Uprzędłam trzy motki, aby mieć jeden zapasowy (na wypadek gdybym nie dopasowała kolorów do brązowego...) Ostatecznie zdecydowałam się na kolor zielony i śliwkowy, farbowałam wczoraj, w garze i jestem bardzo zadowolona, bo udało mi się uzyskać ładny równy kolor w obu motkach...



Nie mogę się zdecydować które zdjęcie lepsze, chyba to zrobione w słońcu (na krzaczku) ma bardziej prawdziwe kolory...


Zatem... mój wrabiany sweter będzie w takich kolorach...
Pewnie nikogo nie zdziwię, jeśli dodam, że ręce mnie okropnie swędzą, żeby zacząć robić próbki....

środa, 9 kwietnia 2014

A obiecywałam...

... że będę pokazywać pisanki... a tu albo nie było czasu, albo pogody, aż w końcu jaja zaczęły się rozchodzić po znajomych i rodzinie...

Dziś złapałam kilka dosłownie w ostatniej chwili....



 Część jajek jest moich, część zrobionych przez moją mamę, mama zaszalała i stworzyła kilka jajek ażurowych i kilka wklęsłych.....

Jak są jajka, to pokarzę jeszcze koszyk... pokazywałam go wcześniej w trakcie powstawania ...



 Jajkom w nim wygodnie ;)


poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Wyniki candy

Oj były emocje, ale nie pogubiłam się, skrzętnie zanotowałam kto, co chciał i już wszystko będzie wiadomo... 
Na początku serdecznie dziękuję wszystkim chętnym, jest mi niezmiernie miło, że serwety się podobały i trochę żal, że miałam  tylko 3 do rozdania ...

I jeszcze tylko słóweczko o samych nagrodach, kilka osób uznało, że tylko staro-złote serwetki są zrobione na drutach... Otóż, jak niektórzy wiedzą doskonale, ja się z szydełkiem bardzo nie lubię, używam tylko do wykończenia robótek na drutach, lub do rzeczy, które są zrobione wyłącznie półsłupkami, koronki szydełkowe wychodzą mi koszmarnie nierówno, dlatego nie robię (za to moja mama jest ich mistrzynią i wielbicielką, stąd czasami można je tu zobaczyć). Duże serwety są wykonane jak najbardziej na drutach, a złudzenie może dawać ilość podwójnych narzutów, na których opierają się te wzory... szydełka używałam tylko do zakończenia wszystkich z pokazanych serwet (no i chowania nitek).

A teraz do rzeczy, bo przynudziłam ;)

1. Nagroda główna  powędruje do: e-wełenki

2. Pierwszą nagrodę pocieszenia otrzymuje: Craft done myself

3. Drugą nagrodę pocieszenia przygarnie: kachazet


Wszystkim zwyciężczyniom gratuluję i poproszę o przesłanie adresu do przesyłki, mój mail to: chmurka.mail@gmail.com, z reszta podałam go w komentarzach...

A  żeby tak całkiem bezobrazkowo nie było, to na koniec jedna uśmiechnięta morda....


Od razu uspokajam, Bruno nie robił za sierotkę, on to by pożarł wszystkie zgłoszenia w sekundzie i tyle by z candy było ;)

poniedziałek, 31 marca 2014

Zanim wylądują na dnie szafy...

Wiosna pełną parą... rano przymrozki, ale potem słoneczko czadu ;) wszyscy powoli zapominają o zimowych częściach garderoby, a ja... będę pokazywać szalik i czapkę.... skończyłam już dawno temu, ale... no właśnie... ale....

Może ktokolwiek jeszcze pamięta, że kiedyś wygrałam candy u E-wełenki i dostałam wspaniały precelek alpaki i jedwabiu... Uprzędłam go wtedy jeszcze na babcinym kołowrotku, a potem  dokupiłam jeszcze 10 dag...
Z pierwszego motka powstała czapka podobna  do ruche beret ( wzór Susany B. Anderson), a włóczka na szalik czekała aż do tego roku...


W duecie z czapką, żeby nie było wątpliwości o którą chodzi ;)

I zbliżenie na wzór który jest żenująco prosty ( *1o. lewe, 1o. patentowe, 1o. lewe* oraz oczywiście 2 oczka brzegowe, po lewej stronie robótki przerabiane jak leci...), ale do rustykalnej włoczki potrzebna jest prostota...

A teraz czapka ( bo nie o ruche beret chodziło mi we wstępie), znacznie mniej spektakularna jeśli chodzi o skład  i wzór,  nie takie były zamierzenia...

Od czasu do czasu zdarza mi się spacerować, z kijami... tak dla zdrowia... Jeszcze nie tak dawno, wieczory były na tyle zimne, że na spacery zabierałam czapkę, ale jak to na spacerach bywa, w zimowej bardzo szybko się pociłam, potrzebowałam czegoś co trońkę ochroni przed chłodem ale nie będzie grzało... Piękno nie było w ogóle kryterium, jedynie użytkowość...



Wykorzystałam resztki włoczek zalegające w komodzie i ciut za duże, jak na tę włóczkę, druty, żeby czapka była przewiewna.... Może tego na plaskacza nie widać, ale wyszło lepiej niż się spodziewałam...

czwartek, 27 marca 2014

Koszykarstwo

Zanim skompletowałam nagrody na candy (czytaj wykończyłam i zblokowałam duże serwety) narzuciłam sobie embargo na posty, to co powstawało musiało poczekać z prezentacją... no i mam pewne zaległości...
Całkiem nie po kolei ( a co tam, będę pokazywać czapki i szaliki jak będzie już całkiem ciepło :P ) prezentuję moje gazeciane koszyki...

Zazwyczaj plotę je rzadko, bo nudzi mnie skręcanie rurek, ale ostatnio wpadłam w jakiś koszykarski ciąg... winowajcą ciągu jest także ilość kolorowych ulotek, zaśmiecająca skrzynkę na listy...


Ten już pokazywałam, przy okazji szetlandzkich włóczek, ostatnio pełni  znacznie mniej zaszczytną rolę, jest koszem na makulaturę...



Dwa duże koszyki magazynujące skarby....


Żeby nie było wątpliwości jakie....
Mam mu dorobić uszy, zastanawiam się czy takie doplatane na zewnątrz będą trwałe i  żałuję, że nie wyplotłam takich jak przy tym wyższym, ale trudno się mówi...


I jeszcze taki powstający na świeżo... mój pierwszy owalny...
A tak w ogóle mam nadzieję, że widać, że robię postępy i sploty są coraz równiejsze ;)