niedziela, 22 lutego 2015

Miało być zimowo, a tu wiosna

Miało być zimowo, bo dzisiejszy sweterek otrzymał nazwą zimowych szachów/ zimowej szachownicy. Ale jak widać pogoda powiedziała szach i mat, od razu dodam, że nie narzekam, ale też nie wiwatuję, wcale się nie zdziwię, jeśli jeszcze będzie biało...



Zimowa szachownica, powstała z alpaki dropsa, więc nadaje się tak samo na pory przejściowe jak i na zimę. Dziergałam z notatek, które pozostały mi po letnim pierwowzorze- takie postanowienie powzięłam, że zawsze przy radosnej twórczości będę robić notatki ;)


Zdjęcia jak widać powyżej i poniżej, zbombardował tym razem Bruno, widzicie ten uśmieszek półgęmbkiem?


Podsumowując - sweter został wydziergany metodą contigous (od góry), całkowicie bezszwowo, jest to moja radosna twórczość własna i jestem z niego bardzo zadowolona.  A na marginesie, dalej gram w szachy, tylko drutowo, bo w tych prawdziwych mogę być darmowym dostawcą punktów (jak to opowiadał kiedyś Pan w Trójce).

W innych wełnianych tematach... ukręciłam sobie fraktalowy moteczek...
corriedale 270m/100g



Motek powstał z przeznaczeniem na czapkę jako uzupełnienie do tego komina... komin co prawda ma gradient kolorów, a nie fraktal, ale tak sobie wymyśliłam, że jak pod szyją będzie spokojnie, to na głowie może być szał pstrokacizny... Oczka na czapkę już nabrałam, nawet mam ze 2/3 całości... i... znowu nie wiem czy nie będzie prucia. Czapka jest absolutnie najprostsza z możliwych, no bo jaka może być, przy takich kolorystycznych fajerwerkach i wydaje mi się po wstępnych przymiarkach, że wyglądam w niej źle... odłożyłam już do leżakowania i przemyślenia, przeglądam ravelry, w poszukiwaniu czegoś prostego, ale nie o końca...  i... coraz moje myśli wędrują ku Ruche Beret  Susany B. Anderson, ZNOWU!!!

wtorek, 10 lutego 2015

Czasami lepiej rzucić w kąt

Jakiś czas temu uprzędłam sobie 2 kolororwe motki z falklandzkiej wełny i planowałam zamienić je na ponczo, a potem wielkie szalisko...
Pamiętam, że szukałam wtedy jakiegoś prostego wzoru, ale mi nie szło, a robótka dopiero zaskoczyła kiedy wymyśliłam coś z "fajerwerkami", konkretnie to. Dziergało mi się dość szybko i nawet miałam już trochę, jednak cały czas prześladowała mnie myśl, czy czasem to nie jest kiczowate. Podzieliłam się swoimi wątpliwościami tutaj i czytelnicze zdania również były podzielone. Jedni woleli by wzór był prosty i na pierwszym miejscu był kolor, innym taki stan rzeczy się podobał... A ja rozdarta jak ta żaba, nie wiedziałam co zrobić i aby dać sobie czas na podjęcie decyzji, rozgrzebaną robótkę schowałam do szuflady. Pewnie leżałaby sobie tam dalej, gdyby nie dziergana aktualnie, zimowa wersja szachownicy. Gdy schodziłam już do ściągacza, dostałam olśnienia i oczami wyobraźni zobaczyłam przekalkowany wzór, na tym moim nieszczęsnym szalisku. Jak już to w wyobraźni zobaczyłam wzięłam druty, drugi motek falklanda i zaczęłam dziergać...


Zdjęcie zrobione telefonem kiepskie, ale  pokazuje oba zaczątki szali, tak żeby można było zobaczyć i wybrać który lepszy. Jak na razie wydaje mi się że ten nowy wzór (po prawej) jest lepszy, jest spokojniejszy, rzeczywiście pierwsze skrzypce gra w nim kolor i co ważne brzegi dzianiny zwijają się w niewielkim stopniu...
Szal z lewej strony zdjęcia, jeszcze nie jest spruty, ale jego los wydaje się przesądzony, być może kiedyś do niego powrócę, ale ze spokojniejszą włóczką. Mam też cichą nadzieję, że jeśli uda mi się dokończyć szachownicę w szalowej wersji, spiszę wzór, na wypadek  gdyby komuś wydał się warty dziergania...

poniedziałek, 2 lutego 2015

Jak w bajce

Nikt mi nie powie, że zimą, zwłaszcza na wsi, nie jest jak w bajce.... Kiedy spadnie śnieg i wyjdzie mocne słońce, a jeśli do tego słupek rtęci nie spada zbyt nisko- nic więcej do szczęścia nie potrzeba ;)

To tyle o scenerii, teraz o swetrze...


Jest to projekt w 100% recyklingowy, łącznie z guzikami. Włóczka z odzysku- kiedyś (na początku nałogu) zachciało mi się dzianinowej sukienki, wtedy jeszcze na niewiele rzeczy w dziewiarstwie zwracałam uwagę... włóczkę kupowałam na wygląd, dziś, biorąc pod uwagę skład, pewnie bym na nią nie spojrzała, wzór wybierałam również na wygląd, ale bez zastanowienia się czy będzie pasował do tej konkretnej włóczki...
Całość była, jaka była i nie powiem lubiłam, ale dość szybko się rozciągnęła i potem już tylko zajmowała miejsce w szafie....
Aż w końcu się wzięłam i postanowiłam coś z tym zrobić- no bo w końcu, nawet kiepska włóczka nie może się marnować...



Pomimo materiału, ze swetra jestem zadowolona, bo wreszcie odniosłam sukces w dzierganiu raglanem od góry. Wzór to  Lady Sunnyside autorswa Tanis Lavalle.


Mogę ten wzór zachwalać pisząc o detalach i prostocie, ale oprócz tego co widać na pierwszy rzut oka mnie  spodobała się tez rzecz której nie widać, a która ma wielkie znaczenie w układaniu się plisy... Trzy oczka z brzegu plisy swetra, są  pomijane w co drugim rzędzie (przerabia się albo 1 i 3 oczko, albo 2) i dzięki temu, brzeg plisy jest odrobinę zbity, trzyma się razem i jest moim zdaniem lepszy... myślę, że będę ten patent powielać, przy francuskich plisach...


Celebryta mi się wprosił ;) rozczochrany bo po spacerze, a przed czesaniem ;)


A po wypuszczeniu z podwórka pańcia mogła tylko marzyć o wspólnym zdjęciu... otwarta przestrzeń woła ;)



A potem trzeba było koniecznie sprawdzić co siedzi lub siedziało w sosnach...

A wracając do swetra, z pewnością zrobię go jeszcze raz z wełny ;)

środa, 28 stycznia 2015

Od wczoraj jestem jak Smigol...

Pomijając fryzurę oczywiście (moja trochę liczniejsza ;) ), za to chodzę i powtarzam "my treasure" :)
A oto i mój skarb....


Dzięki uprzejmości pewnej Dobrej Duszyczki, stałam się szczęśliwą posiadaczką tej wspaniałej książki... Opisywać jej nie będę, bo zrobiły to już osoby, które mieszczą się w grupie moich prządkowych autorytetów...  Powiem tylko, że dzięki tej książce może spełnić się kilka moich prządkowych marzeń, na przykład to...


Wracając do mojego urobku, nie jest źle - tylko nie mam czasu na zdjęcia... Skończyłam jeden sweter z włóczki z odzysku i czeka 2 tygodnie na zdjęcia (może się doczeka w najbliższy weekend). Trochę też przędę- ale tego co na szpulkach i co już z nich zeszło na razie pokazać nie mogę, mogę pokazać to co wskoczy na szpulki niebawem ;)


 Czy ktoś pamięta TEN komin? ta wełna jest na czapkę do kompletu- ale czapka będzie pstrokata, bo mam zamiar uprząść to jako fraktal...

Trochę też dziergam, po wielkich perypetiach (wełnę kupowałam na konkretny projekt i zaczynałam 3 razy bez powodzenia) powstaje zimowa wersja szachownicy...


 Urobiłam już tyle, że projekt ma drobne prognozy (ewentualnie będzie ciut luźniejszy niż letni)...

niedziela, 11 stycznia 2015

Żabie łapki

Żabiasto zieloną włóczkę, kupiłam z przeznaczeniem na skarpetki, ale moje dotychczasowe rękawiczki wyzionęły ducha... W sumie to poszedł jeden palec, ale obawiam się, że nie znajdę już nawet metra jasnej alpaki z której po części  były wykonane. Padła szybka decyzja, robię rękawiczki... padło też na wykorzystanie którejś z włóczek skarpetkowych, z moich zapasów, ale żeby nie musieć potem dokupować jednego motka (wszystkie dziewiarki wiedzą, że nigdy na jednym motku się nie kończy), padło na zieleń, której miałam pełne 100g.


No i mam, rękawiczki tak zielone, że nie powstydziłaby się ich żadna rzekotka....


Wzór jest kombinacją tego co znalazłam w sieci i mojej własnej inwencji, a jako, że od jakiegoś czasu posiadam tzw. macany telefon, którego nie sposób odebrać w rękawiczce, postanowiłam temu zaradzić...


Teraz można do mnie dzwonić w każdych warunkach atmosferycznych ;)


 A tymczasem, wśród chmurkowych zwierząt domowych i przydomowych, zdarzają się takie spotkania....



Dodam tylko, że wiewiórka jak najbardziej przeżyła... Borys tylko się  przyglądał, a ruda nie odważyła się zabrać orzecha kotu z przed nosa, wyczekała moment kiedy sobie poszedł...
Miłego wieczoru...