niedziela, 22 maja 2016

Kwiatki, te pokaźne i całkiem maleńkie..

Nie mam dziś ładnych zdjęć, większość robiona we względnym pośpiechu, bez dopracowanej aranżacji, ale w kwestii nie powiększania zaległości, postanowiłam pisać już.
Na pierwszy ogień niestosownie do pory roku, zimowa róża:




Serweta wydziergana jest wg wzoru Winter Rose  autorstwa MMario, jak widać jest spora- stół ma 120cm długości. Użyłam kordonka firmy ispe padova- to moje pierwsze spotkanie z tym kordonkiem i nie ostatnie, najbardziej lubię w nim 250 gramowe motki, można kupić kulkę i mieć tej wielkości serwetę (poszło mi na nią 220g).
 Środek dziergało się bardzo przyjemnie, ale border, dał mi popalić...


MMario ma w swojej kolekcji wzorów róże z wszystkich pór roku i szczerze mówiąc już kusi mnie do złego ;)

A na koniec kwiatuszek w wersji mini, powód prozaiczny, potrzebowałam zakładki do książek, więc chwyciłam za czółenko...


Wzór znalazłam na pintereście, supłało się nawet szybko... kordonek to jakaś przedpotopowa resztka, która może pamiętać jeszcze PRL...
Miłej niedzieli

piątek, 13 maja 2016

Psy, które gonią zaparkowane samochody

Mopsy, to nie jest moja ulubiona rasa. Nic do nich nie mam, wręcz im współczuję, bo uważam, że te pieski zostały skrzywdzone przez człowieka. Wiadomo o gustach (także psich) się nie dyskutuje i tak jak ja w rankingu psich piękności stawiam wyżej innych psich przedstawicieli, tak moja przyjaciółka jest wielką miłośniczką, tych sympatycznych piesków, chrapiących nawet wtedy, kiedy nie śpią ;)
Zatem dziś na blogu cała sfora mopsów, takich na papierze...





Pieski pojawiły się w kolejności chronologicznej w stosunku do powstawania, technika to rzecz jasna akwarela, za obrazki wzięłam się tuż po kociej serii, jednak nie pokazywałam ich tu tak długo, ponieważ najpierw chciałam je podarować, a potem prawdę mówiąc o nich zapomniałam. Niestety, prezentuję je przed oprawą, co niestety troszkę odbiera im urody, ale cóż, nie złożyło się sfotografować ich później. Całe stadko się spodobało i co mnie ogromnie cieszy, znalazło już swoje miejsce na ścianie.


No i to właściwie wszystko na dzisiaj, podrapcie swoich czworonogów za uszkiem ;)

poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Słoń trąbalski, bardzo piłkarski

Dziś będzie o nowościach, no prawie nowościach, bo szalik skończyłam ze 2 tygodnie temu... ale biorąc pod uwagę swetry dawno temu pokończone, to nowość jak nic...
Ale zanim o samym szaliku, będzie o historii jego powstania, bo szalik jest specjalnego przeznaczenia.
Jest obok mojego miasta, mała miejscowość, wioska. Wioska, która ma prężnie działający klub  piłkarski, klub nie byle jaki, bo w zeszłym sezonie chłopaki załapali się do ekstraklasy... właściwie piłka kopana nie zajmuje mnie wcale, ale patriotyzm lokalny, nakazuje mi piłkarzom ze słoniami w herbie kibicować.
A że znam znacznie bardziej zagorzałego fana tejże drużyny, postanowiłam zrobić dla niego kibicowski szalik.



Barwy plemienne klubu nie są moją prywatną fantazją, aż takiej nie posiadam. Aby znaleźć odpowiednio nasycone barwy, zawędrowałam kursorem myszki, na dziecięcą półkę pasmanterii. Użycie baby merino Dropsa , ma jeszcze taką zaletę, że nie będzie kibica żarło, no i będzie mam nadzieję stosunkowo łatwe w użytkowaniu i praniu. Słoń, jak już wcześniej pisałam, jest herbem drużyny, te szalikowe, rysowałam sama podobnie jak piłki, ze słoniem poszło mi 100 razy lepiej niż z piłką... Aby całość jakoś zgrabnie wyglądała postawiłam na double knitting i muszę powiedzieć, że nie dziergało mi się wcale źle.

Szalik został powitany z wielkim uśmiechem i już był ochrzczony w boju... a przed przekazaniem strzeliłam sobie z nim fotę, choć widać go bardzo niewiele...


Obecnie, trochę chlapię akwarelkami... nawet jedną pracę zgłosiłam na facebookowy konkurs...


Jeśli ktoś ma życzenie (i facebooka ) tutaj  do końca kwietnia, można zagłosować poprzez polubienie zdjęcia. O kociakach napiszę osobnego posta, ale jak odbiorę od oprawy, a trzeba je tam jeszcze zanieść...

środa, 20 kwietnia 2016

Zaległość nie do odrobienia

W ostatnim poście pisałam, że mam wiele zaległości, bo kiedy nie miałam siły na pisanie bloga, to terapia zajęciowa szła pełną parą.
Dziś o ikonie napisanej dla Wujostwa. Niestety tak, się stało że choć jest to prezent na majowe imieniny obojga, nie zdążyłam zrobić zdjęć przed jej podarowaniem, a podarunku nie było sensu odkładać i właściwie ikona powędrowała do odbiorców zaraz po poświęceniu.


Zdjęcia które prezentuję, zostały zrobione w ostatnim dniu pracy przy ikonie, więc efekt końcowy nie odbiega bardzo od tego co na nich widać, na pewno rzuca się w oczy to że wizerunki jeszcze  nie są podpisane i nie ma gwiazdek na płaszczu Maryi...


Deska jak na mnie nietypowa, 30 x 40 cm, ikona oczywiście pisana temperą jajową.
Efekt końcowy uwieczniłam tylko telefonem, a niestety, fotografowanie "złota" telefonem, odbiera pracy wiele na jakości, przede wszystkim kolory są bardzo wyblakłe...


Tym razem  zdecydowałam się  na wizerunek Matki Bożej Wspomożenia Ludu Rzymskiego (Madonna Salus populi Romani), nazywany także "Matką Boską Śnieżną". Ta śnieżność nie bierze się bynajmniej z koloru szat, w oryginale płaszcz jest brązowy (przynajmniej teraz, po upływie tylu lat), śnieżność bierze się z legendy wg której w Rzymie, w miejscu gdzie obecnie jest bazylia Matki Bożej Większej, w lecie spadł śnieg i to miało być znakiem od Boga, aby tę świątynię wybudować. Oczywiście nie muszę chyba dodawać, że oryginał tejże ikony znajduje się w owej bazylice.

poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Leśne skarpetki

Mam ogromne zaległości w blogowaniu, nie wiem czy uda mi się to wszystko nadrobić, ale będę próbować.
Na początek odrabiania zaległości, dobre skarpetki, bo wiadomo, skarpetki są dobre na wszystko...


Skarpetki powstały w ramach terapii na stres, wzór rozpisałam sobie sama, lubię tego typu wzory, bo świetnie trzymają się nogi. Włóczka to dropsowy fabel w kolorze "leśnym". Dziergałam na drutach nr 2mm



I to wszystko dzisiaj, no bo cóż można więcej napisać o skarpetkach...