piątek, 21 listopada 2014

Odwrócone proporcje

Ostatnio było dużo o bombkach, a mało o skarpetkach, to dziś będzie na odwrót...
Jakiś czas temu obkupiłam się we włóczkę skarpetkową, nabyłam wtedy między innymi fabelka w kolorze leśnym, bardzo mnie ten kolor urzekł i od razu zaczęłam szukać wystarczająco ładnego wzoru. Wzór znalazłam, na ravelry u pewnej "skarpetniętej" osóbki, dziergało się błyskawicznie...


Pomyliłam się  w warkoczach, ale nie będę tego zmieniać, liczę na to że nie rzuca się to w oczy...


Wzór nazywa się Meander , autorstwa Lisa Stichwe. Jest to wzór bardzo ciekawy, czy prosty? - może nie  najprostszy- choć nie ma tak jakiś kosmicznych kombinacji oczek, jedyne co może być niewygodne- to duża ilość oczek przekręconych.... Dla mnie, z moimi dziecięcymi stopami, ważne jest to, że dość łatwo mogę sobie ten wzór okroić i zrobić na tyle oczek ile potrzebuję ;)
Poszedł mi jeden motek (niecały) więc bardzo raduje mnie fakt, że będę mieć jeszcze jedne, "leśne skarpetki".

No a teraz bombka... tylko jedna dzisiaj...



Mam ich więcej skończonych, muszę im porobić wreszcie zdjęcia, jutro się niestety nie dam rady, ale może w niedzielę mi się uda ;)


poniedziałek, 17 listopada 2014

Artyleria

W TV już można zobaczyć reklamy "z dzwoneczkami", porządny słoik miodu czeka już w kuchni na pierniki (mam zamiar ruszyć w tym tygodniu) i choć zimy jeszcze nie widać, ja już ją mocno czuję po kościach...
Tak moi Państwo wszystkie powyższe czynniki składają się na to, że dziś będą bombki...

 

 Muszę powiedzieć, że zdjęcia nie oddają całej urody bombek i to nie dlatego, że one takie cudowne... po prostu bardzo ciężko jest mi zrobić zdjęcie, tak aby obrazek w środku wyszedł wyraźnie... zawsze coś się od tej pleksy odbije, a to aparat, albo ręka czy też inne przyległości ;)






Mam nadzieję, że te wszystkie "rykoszety" nie przeszkadzają za bardzo w odbiorze i coś jednak widać ;) Gdyby ktoś chciał je dokładniej obejrzeć, np. zobaczyć bombczaste dupki, to zapraszam na mojego blogowego FB klik
A tym czasem skoro już tak szumnie zapowiadam zimę pokarzę przedostatnie skarpety....



To takie łapcie do spania (wzór totalnie improwizowany), bo o tej porze roku mam nieprzyzwoicie zimne stopy, powstały z tej samej włóczki co poprzednie, na gładkim kolory układają się nawet lepiej niż na ażurowym ;)
I to już tyle na dzisiaj, życzę miłego tygodnia...

wtorek, 11 listopada 2014

Jesienną porą...

...dzierga się z reguły czapki, szaliki i skarpetki, u mnie będzie dziś właśnie czapka i będą skarpetki...

Na początek czapka...

 

Miałam znowu szczęście testować wzór dla Iwonki.Wzór nazywa się Night dream hat a Iwonka po raz kolejny udowodniła, że jest świetną projektantką :)

Kocham dziergać czapki, a dzierganie tej było dla mnie wielką przyjemnością.



W oryginale wzór jest zaplanowany, na jeden kolor i ja miałam plan dziergać z czarnego finnisza, który leżał w szufladzie, niby ważyłam włóczkę, ale w połowie robótki zaczęłam się martwić, że mi braknie... Wzięłam więc kolorowego szetlanda "od kompletu" i część z warkoczami, przerabiałam każdą włóczką po jednym rzędzie.... Myślę, że wyszło sympatycznie...



Czapkę wykończyłam guzikiem wg Kate Davies, zobaczyłam ten guziczek po raz pierwszy u E-wełenki i już wtedy wiedziałam, że kiedyś go wykorzystam, no a teraz nadarzyła się okazja :)

No a na sam koniec, skarpetki....


Wstyd się przyznać, że te skarpetki są marcowe... w grupie sock it to me na ravelry, zostały zadane w marcu... i pierwszą z nich zrobiłam faktycznie w marcu, a potem jakoś nie mogłam się zabrać do tej drugiej, skończyłam  dopiero w październiku...
Teraz natomiast, zapowiada się mała skarpetkowa seria, ale o tym następnym razem...

Miłego świętowania :)


piątek, 7 listopada 2014

Jestem na Falklandach

.... tylko jeśli o wełnę chodzi...
Yadis wymyśliła "piątek prządek", czyli cykliczne pokazywanie własnego wełnianego urobku...
Choć pedałuję i to nawet całkiem solidnie, jakoś ta piątkowa data nie zawsze mi odpowiada.... No ale dziś się zmobilizowałam i pokazuję hurtowo urobek z trzech ostatnich piątków...




Kolory na zdjęciach nie są adekwatne, strzelałam z lampą, niestety o tej porze roku, złapać dzienne światło poza weekendem graniczy z cudem....


Stan na dzisiaj jest większy, ta szpulka jest już pełna i drugiej mam jakieś 2/3.... więc całkiem niedługo będę te wszystkie motki farbować, co oczywiście udokumentuję ;)

niedziela, 12 października 2014

Projekt szetland, odcinek ostatni ;)

Radości nie ma końca, bo tydzień temu skończyłam szetlandzki sweter...

Projekt na ravelry nazwałam "Gandalf szary" i jakby to moje dzierganie chcieć podsumować, to nierzadko czułam się jak Saruman walczący Gandalfem. A to dlatego, że gdyby wziąć pod uwagę ilość prucia, to miałabym w ciągu tego czasu wydziergane 2 swetry, tak... każdą z części właściwie dziergałam dwa razy, aż sama się dziwię, że się nie poddałam.... Dziwię się, ale i bardzo z tego cieszę, ponieważ był to dla mnie projekt przełomowy...

Najpierw tradycyjnie, zdjęcie z pomocnikiem ;)
Ten przełom widać na poniższym zdjęciu, odważyłam się przecięłam i teraz wiem, że to nic strasznego, trzeba tylko wiedzieć, że sweter jest dobry, no bo potem spruć i przerobić się nie da, ale samo cięcie, po przeszyciu trzyma się i nawet podnoszenie oczek na plisę ciętego brzegu nie ruszy...

dowód na to, że ciachnęłam


Cięty brzeg zamierzam zamaskować, przyszywając tasiemkę, ale czekam aż  ciut się uleży...
No  a w całości sweter wygląda tak...

Mały falstart ;)
To zielone, to łuk, po którym plezie się bluszcz, plezie się od drugiego końca, a dzięki mojej Babci łuk dostał przezwisko "tęcza"... tak, skojarzenia z pewną warszawską tęczą, jak najbardziej poprawne ;)


Już mogę powiedzieć, że bardzo ten sweter polubiłam, ma jedno maleńkie "ale" źle rozliczyłam rzędy skrócone i kołnierz jest dość skromny, jednak, dziergać plisy po raz trzeci, mi się nie chciało, a ten kołnierz nie jest ostatecznie taki zły...

Widok z tyłu...

i zbliżenie na wzór
Sweter występował już na blogu tyle razy, ale dla porządku wspomnę o wzorze- 
Velvet Morning autorstwa knittedblissJC, jest darmowy i dostępny w czasopiśmie Knitty.


Teraz to już mogę śmiało powiedzieć, że jestem gotowa na zimę, sweter jest tak ciepły, że przywołując po raz kolejny moją Babcię, w nim, nawet wilk mnie nie przegryzie ;)