wtorek, 8 grudnia 2015

Kocia seria...

Nie próżnuję,chociaż na blogu pustka... w czasach ostatnich popołudnia wypełniają mi robótki w temacie wybitnie bożonarodzeniowym. Nawet miałam niecny plan aby udokumentować część z tych robótek w ostatnią niedzielę, ale się byłam zguzdrałam i jak przyszło co do czego zmrok nastał ....

Ale dziś nic o bombkach, czy śnieżynkach nie będzie, będzie o kotach i.... akwareli....

Jakiś czas temu- odległy raczej, napotkałam w empiku zestaw (na promocji a jakże) kredki akwarelowe + blok... Kredki takie miałam i lubiłam w czasach nastoletnich, do tego te napotkane opatrzone były logiem na widok, którego tracę rozum, a żmija w mojej kieszeni pada w niemocy- choć w tamtym wypadku cena była rozsądna. Firma darzona przeze mnie tak wielkim uczuciem to Koh-i-noor  już od dzieciństwa- mój pierwszy porządny zestaw kredek, który dostałam od wujka z delegacji, z Czechosłowacji (!!!), to były koh-i-noor'ki w blaszanym, cudnie kolorowym pudełku... Dziś ktoś może wzruszyć ramionami, ale w tamtych czasach, w sklepach nie było ani porządnych kredek, a kolorowych pudełek tym bardziej- w ogóle kraj nasz cierpiał na deficyt kolorów.....

No ale czas chyba przejść do kotów z tytułu... kredki kupiłam, trochę się nimi pobawiłam i odłożyłam do szuflady, przez jakiś czas służyły mi do rysowania wrabianych wzorów, ale w internecie wpadłam na piękne kocie obrazki.... Obrazki wykonane w technice akwareli (tej tradycyjnej- farbianej), technice, której nigdy nie próbowałam, którą podziwiałam, ale której się bałam, bo jest ona techniką bardzo trudną... Koty jednak, były piękne, a kredki jako, że łatwiejsze do okiełznania dodały mi odwagi...

Zdjęcia niestety,robione w sztucznym świetle, więc może koty nie wypadły najkorzystniej, jak je oprawię spróbuję pokazać w pełnej krasie...


 Jako  pierwszy powstał kot bury, choć kolorowy jednocześnie.... a zachęcona dachowcowym sukcesem, jęłam się imać kotów syjamskich...



Początkowo syjamski kot miał być elementem serii (całkiem możliwe że obrazki powlokę do pracy na ścianę), ale jak już wyrysowałam (a potem pomazałam wodą) pierwszego kociego arystokratę, jasnym stało się, że koty do siebie nie pasują i jeśli syjamy, to tylko i wyłącznie w jednolitej serii.... Pracuję, więc nad trzecim syjamem, rozważając jednocześnie zakup, prawdziwych profesjonalnym akwarel... (ech czy ja kiedyś zmądrzeję i skoncentruję się nad tym co już umiem i przestanę gnać za nowym???)

Gdyby ktoś z czytających, zaczął się zastanawiać czy takie kredki, nadają się dla dzieci, to zachęcam- owszem, są droższe od tych zwykłych z marketu, ale za to, są cudownie miękkie, mają pięknie żywe kolory, świetnie się nimi rysuje- a możliwość przeistoczenia rysunku w obrazek, daje mnóstwo frajdy (sprawdzone, na moich siostrzeńcach :) ).  O tym, że dane kredki są akwarelowe, oprócz napisu na pudełku, świadczy pędzelek namalowany na kredkach...

Nawiasem mówiąc bardzo lubię koty syjamskie... choć uważam, że najpiękniejsze są te starego typu, te "nowoczesne" za bardzo trącą nietoperzem, moim zadaniem.... a już solidnie wychodząc poza margines, dodam, że mój prywatny kot, ma ponoć syjamskiego przodka- po nim to już mało widać, ale matka  miała  pokaźne resztki syjamskiego umaszczenia.....

10 komentarzy:

  1. Aniu, a mnie ten pierwszy burasek podoba się najbardziej właśnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I mnie się burasek podoba, nic do niego nie mam, tylko nie pasuje do syjamów, po prostu nie widzę ich razem na jednej ścianie, muszę po prostu buraskowi dorobić inne "europejczyki" i będzie osobna buraskowo-dachowcowa seria ;)
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Ależ fajna kocia rodzinka ! Pozdrawiam !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję serdecznie :) pozdrawiam

      Usuń
  3. Bury najpiękniejszy! Ja też kocham kredki Koh-i-noor, chociaż za grosz talentu artystycznego nie mam, moja miłość pochodzi z czasów pracy na wykopaliskach, tam używaliśmy takich (w sklepach nie było!). A moja skłonność do kotów syjamskich pochodzi z przeszłości jeszcze głębszej, bo z dzieciństwa. Miała syjama "starego typu", miał na imię Bej i jak przystało na to imię się też zachowywał. Oj, nie jest to zwierz łatwy do obłaskawienia, nie. Robi co chce (jak się chciał bawić, to właził pod kołdrę o czwartej nad ranem i drapał po piętach) i zawsze jest trochę dziki, a skoczny niewiarygodnie. No i przepiękny!
    Dziewczyno, Ty się minęłaś z powołaniem, tak pięknie rysujesz, malujesz, dekupażujesz itp. Albo też masz wiele powołań!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Mnie też się bury podoba na równi ze syjamami, tylko że będzie wisiał osobno...
      Co do syjamów- Borys ewidentnie odziedziczył syjamski charakter,niezależność swą podkreśla bardzo często....
      Wiesz ja w stosownym czasie zdawałam do liceum plastycznego, nawet mnie chcieli, ale nie do końca byłam przekonana czy los artysty bardziej będzie mi się podobał czy mnie mierził :) a tak mogę się pobawić kredkami, a na chleb mam z czego innego, i na kredki też...
      Pozdrawiam

      Usuń
  4. Ja też z tych co miłość do kredek Koh-i-noor z dzieciństwa wyniosłam, zresztą nawet kiedyś o tym napisałam :))
    Też mam całkiem spory komplecik (72 sztuki) tych akwarelowych i cieszę się z nich bardzo tylko akwareli nie czynię bo wzorki rysuję do wrabiania :)
    A kocia seria bardzo elegancka ale koty chyba do elegancji pasują, będę czekać na ciąg dalszy - uściski :D

    OdpowiedzUsuń
  5. No tak, pamiętam, że i Ty jesteś fanką tej firmy :)
    Dziękuję serdecznie, to prawda, koty syjamskie są eleganckie, ale też ruchliwe, dynamiczne i śpiewające ;)
    pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  6. Ależ Ty zdolna jesteś:))) I to wielotechnicznie:)))) Buziaczki:)))

    OdpowiedzUsuń