czwartek, 19 lipca 2018

Lato

I znowu dlugo nic nie napisałam, a na dodatek dzisiejszy post zupełnie nie w temacie bloga, ale biorąc pod uwagę dzisiejszą szaroburą pogodę, trochę slońca nawet na zdjeciach, wszystkim nam się  przyda....

W roli modelek pszczoły,  kwiaty w roli ścianek...









Ale żeby tak całkiem bez dzianiny nie było,  to na koniec, ostatnio wydziergana serweta, w zasadzie powstały takie dwie, jedna po drugiej, zdążyłam obfocić tylko jedną, obie już są podarowane, a obdarowane osoby bardzo się ucieszyły...




poniedziałek, 21 maja 2018

Sztuka uliczna

Miałam pisać zupełnie o czymś innym, nawet jeden post leży przygotowany w kolejce, ale dziś na szybko, aby dobrze wpaść w rytm, a o dziewiarstwie będzie może następnym razem.
Dziś będzie poniekąd o pszczołach, a raczej, jak to mój chrześniak powiedział o "pszczelim osiedlu"...

Gdy zamówiłam pierwszą rodzinkę w zeszłym roku, musiałam też kupić ul- decyzja padła na drewniany ocieplany styropianem. Jak wiadomo każde hobby potrafi pochłonąć właściwie nieogeaniczoną ilość środków finansowych, ale też każdy hobbysta lubi coś zaoszczędzić jeśli się da. Po przywiezieniu pierwszego ula, mój tata stwierdził, że następne zrobił sam.
Jak powiedział tak zrobił,  zbudował 4 ule, które w zasadzie są kompatybilne z tym kupionym i czekają na nowe rodzinki, które mam nadzieję niebawem przywiozę.
Farby na ule wybierałam ja, wybór był trudny, bo w grę wchodziły tylko nietoksyczne farby.  Padło na puszeczki w pastelowych odcieniach,  znalazł się też  róż.  Tata na ten róż skrzywił się od razu, mnie jeszcze w formie pogladowego kółka na opakowaniu nie drażnił. Ale gdy pomalowałam nim dwa i pół korpusu, stwierdziłam że takiej powieżchni majtkowego różu na raz, nie zniosę i trzeba będzie jakoś ten róż zamaskować. Powstał więc pomysł zmalowania na tym ulu wielkiej jeżówki.



Stwierdziliśmy wszyscy, że wyszło całkiem zgrabnie i nic nie stoi na przeszkodzie, aby namalować na każdym ulu jakąś roślinę. Na morskim padło na mniszka....



W międzyczasie przeczytałam w mądrej książce, że pszczoły wracające z pożytku wyłączają widzenie barwne, aby zaoszczędzić energię imalowanie uli stojących obok siebie, na rożne kolory nie ma sensu, natomiast ule pomalowane we wzorki są widzianie przez pszczoły i lepiej pomagają im zorientowac się gdzie dokladnie mają wrócić.  Zatem moje malunki nie są tylko fanaberią, ale i mogą być pomocne.
Tata postanowił nie zostawać z tyłu i ozdobił sobie decoupage'em ul (sam wycinał), ktory na jego życzenie został w kolorze naturalnego drewna.



Do ozdobienia zostal jeden ul, w kolorze jasnego błekitu- na razie mam plan na chabry, ale puki co ul stanowi podreczny magazynek ramek.


Pozdrawiam

sobota, 31 marca 2018

Kilka słów

Dziś tylko jedno zdjęcie i kilka słów.



Powinno być więcej,  ale oczywiscie nie zdążyłam,  to nic ważniejsze dzis są słowa....

Pragnę wszystkim złozyć nasjerdeczniejsze życzenia Wielkanocne,
Zdrowych, pogodnych rodzinnych Świąt,
A przede wszystkim nadziei w sercach,
Bo w tych Świetach najwazniejsza jest nadzieja, którą daje nam Zmartwychwstały....
Alleluja....

Pięknej wiosny....



niedziela, 11 marca 2018

A więc wiosna...

Nie mam już siły tłumaczyć się z długotrwałego milczenia, prawda jest taka, że nie nadążam z publikacją, prawda jest też taka, że prościej jest pstryknąć fotę telefonem i wrzucić na instagram lub facebook, niż zrobić porządne zdjęcia, usiąść i napisać posta. Ale dziś nie będzie narzekania, będzie radość i nadzieja...


Moje skrzydlate przyjaciółki ogłosiły wiosnę i to w dzień kobiet 😍.... Jestem bardzo szczęśliwa, bo martwiłam się o nie, głównie, czy wystarczy im zapasów, bo zima była niezmiernie ciepła, jeśli tak patrzeć całościowo. Dziś już po posprzątaniu trupków (w czwartek) i krótkim przeglądzie (dziś), wiem, że dużo ich przeżyło a zapasów mają jeszcze całkiem sporo, oby tak dalej bo pewnie jako pszczelarz się jeszcze nie czuję... Zdążylam też posmakować apiterapii 😁 ciekawe czy faktycznie jad pszczeli pomaga na reumatyzm....

Z robótek wełnianych będą skarpetki i surowce skarpetkowe...... najpierw moje, zaległe oczywiście.... włóczka to zitron trecking xxl, nie pamiętam nr koloru, ale ta tęcza jest nie do pomylenia....


Wzór to  Froot Loop napisany przez Kristi Geraci, zrobiłam już jedne wcześniej i bardzo je lubię....

Nastepna w kolejce jest włóczka na skarpety dla Taty....


Zobrazowanie tego jak chciałam pofarbować, a co mi z tego wyszło pokazuje niezbicie, że wełna czasami wie lepiej.... Surowiec, to oczywiście cheviot z nylonem (75/25) zakupionyu e-welenki, mieszanka jak dla mnie idealna, choć nie jest delikatesowa, a raczej charakterna.



To samo ujęciem ale w zbliżeniu,  być może nie widać,  ale włóczka uzyskała piękny wielowymiarowy kolor, niestety nylon w tej mieszance pozwala dobrze sfotografować te kolory tylko przy idealnym świetle.

W trakcie jak już miałam włoczkę na kołowrotku zgadałam się z Tatą, że poprzednie cheviotowe skarpetki są ciut za zimne, prawdopodobnie po prostu włoczka jest za cienka, bo osiągam metraż fingering i pod taki metraż miałam już zaczętego singla. Postanowiłam więc dokonczyć włóczkę tak jak zamierzałam i dołożyć jakiś motek we wrabianiu. Dołożyłam brunatnego szetlanda, który został mi po ostatnim swetrze yoke i rozrysowałam sobie prosty geometryczny wzór.....



Zdjęcie z początku roboty lepiej pokazuje kolor.



Dzierganie poszło gładko i skarpetki są już skończone, ale oczywiście czasu na zdjecia brakło,  a jak widać na powyższym zdjęciu, bez odpowiedniego światła dobrze ująć tej zieleni się nie da.... Mam nadzieję na zdjęcia w przyszły weekend, mam mieć luźniejszy (powinnam to natychmiast odpukać), o ile nie pójdą już do gumowców.

piątek, 22 grudnia 2017

Hurtowo

Nawet nie wiem jak to się stało,  że w listopadzie nie pisnęłam ani słówka,  ale daty postów nie kłamią....
Zaskoczenia nie będzie, zaprezentuję moje świąteczne robótki, ale nie tylko....
Na początek kartki....



Bazą do kartek są akwarelowe miniatury,  do tego część kartek ma folię na froncie, a w środku konfetti, pomysł znalazłam na pintereście i bardzo mi się spodobał....

Pomiędzy kartkami produkowałam jak co roku ozdoby choinkowe dla bliskich, w tym roku aniołki. Zdjęcie instagramowe, przepraszam...


Zaletą powtarzania tego samego wzoru przy wszystkich aniołkach, jest to że robi się go coraz szybciej, do przesilenia oczywiście,  bo przy 23cim zaczęłam się mylić w co drugim okrążeniu i to znaczyło, że mam już dość.

Po aniołach przyszła nagla potrzeba, wydziergania na szybko serwety na prezent...




Zdjecia ponownie z instagramu, niestety na inne nie mam czasu... Jeśli chodzi o wzór,  to znów poszła w ruch gazetka z 92 roku, zostało już  naprawdę niewiele wzorów do wydziergania z tego magazynu.... W serwetach siedzę dalej, bo jak co roku szykujemy z mamą fanty na aukcje  WOŚP, dla lokalnych domów kultury....

A ponieważ to już ostatni post przed świetami,

Wszystkim czytelnikom z okazji Świąt Bożego Narodzenia 
Życzę pokoju, miłości  i radości w sercach, 
Dzielmy się tą radością i pokojem ze wszystkimi...
Pozdrawiam...