wtorek, 7 sierpnia 2018

Jeden jedyny

Ostatnio bardzo mało przędę, po prostu nie mam czasu, miałam nadzieję, że Tour de fleece będzie miłą odmianą i pozwoli mi choć trochę pokręcić, ale wiadomo czyją matką jest nadzieja...
Zaczęłam kilka dni później i to nie od samego przędzenia, a farbowania, potem czekałam aż wyschnie i w efekcie, wynikiem mojego całego wyścigu jest jeden moteczek, no cóż może w przyszłym roku będzie lepiej....
Ale od początku zaczynając od farbowania, które było eksperymentalne i które uważam za udane....



Muszę przyznać ze polubiłam farbowanie w garnku z wodą, przestałam się go bać i o ile decyduję się na eksperyment, a nie mam zamierzonego efektu, to taki garnek z niespodzianką jest fajny...


Chwilę się zastanawiałam, jak to prząść, ale stwierdziłam że przy jednym motku najlepszym wyjściem będzie nie za grube 2ply, kusiło mnie na fraktal nie powiem, ostatecznie jednak wybrałam przędzenie w singli z tego samego końca....



Całość mierzy sobie 410m w 100g, kolory mimo starań na zdjęciu nie wyszły najlepiej, najbardziej prawdziwe jest zdjęcie w czesance i w dzianinie, które za chwilę, nie mogłam się doczekać, jak będzie ta włóczka wyglądać w dzianinie, więc zaczęłam chustę....



czwartek, 19 lipca 2018

Lato

I znowu dlugo nic nie napisałam, a na dodatek dzisiejszy post zupełnie nie w temacie bloga, ale biorąc pod uwagę dzisiejszą szaroburą pogodę, trochę slońca nawet na zdjeciach, wszystkim nam się  przyda....

W roli modelek pszczoły,  kwiaty w roli ścianek...









Ale żeby tak całkiem bez dzianiny nie było,  to na koniec, ostatnio wydziergana serweta, w zasadzie powstały takie dwie, jedna po drugiej, zdążyłam obfocić tylko jedną, obie już są podarowane, a obdarowane osoby bardzo się ucieszyły...




poniedziałek, 21 maja 2018

Sztuka uliczna

Miałam pisać zupełnie o czymś innym, nawet jeden post leży przygotowany w kolejce, ale dziś na szybko, aby dobrze wpaść w rytm, a o dziewiarstwie będzie może następnym razem.
Dziś będzie poniekąd o pszczołach, a raczej, jak to mój chrześniak powiedział o "pszczelim osiedlu"...

Gdy zamówiłam pierwszą rodzinkę w zeszłym roku, musiałam też kupić ul- decyzja padła na drewniany ocieplany styropianem. Jak wiadomo każde hobby potrafi pochłonąć właściwie nieogeaniczoną ilość środków finansowych, ale też każdy hobbysta lubi coś zaoszczędzić jeśli się da. Po przywiezieniu pierwszego ula, mój tata stwierdził, że następne zrobił sam.
Jak powiedział tak zrobił,  zbudował 4 ule, które w zasadzie są kompatybilne z tym kupionym i czekają na nowe rodzinki, które mam nadzieję niebawem przywiozę.
Farby na ule wybierałam ja, wybór był trudny, bo w grę wchodziły tylko nietoksyczne farby.  Padło na puszeczki w pastelowych odcieniach,  znalazł się też  róż.  Tata na ten róż skrzywił się od razu, mnie jeszcze w formie pogladowego kółka na opakowaniu nie drażnił. Ale gdy pomalowałam nim dwa i pół korpusu, stwierdziłam że takiej powieżchni majtkowego różu na raz, nie zniosę i trzeba będzie jakoś ten róż zamaskować. Powstał więc pomysł zmalowania na tym ulu wielkiej jeżówki.



Stwierdziliśmy wszyscy, że wyszło całkiem zgrabnie i nic nie stoi na przeszkodzie, aby namalować na każdym ulu jakąś roślinę. Na morskim padło na mniszka....



W międzyczasie przeczytałam w mądrej książce, że pszczoły wracające z pożytku wyłączają widzenie barwne, aby zaoszczędzić energię imalowanie uli stojących obok siebie, na rożne kolory nie ma sensu, natomiast ule pomalowane we wzorki są widzianie przez pszczoły i lepiej pomagają im zorientowac się gdzie dokladnie mają wrócić.  Zatem moje malunki nie są tylko fanaberią, ale i mogą być pomocne.
Tata postanowił nie zostawać z tyłu i ozdobił sobie decoupage'em ul (sam wycinał), ktory na jego życzenie został w kolorze naturalnego drewna.



Do ozdobienia zostal jeden ul, w kolorze jasnego błekitu- na razie mam plan na chabry, ale puki co ul stanowi podreczny magazynek ramek.


Pozdrawiam

sobota, 31 marca 2018

Kilka słów

Dziś tylko jedno zdjęcie i kilka słów.



Powinno być więcej,  ale oczywiscie nie zdążyłam,  to nic ważniejsze dzis są słowa....

Pragnę wszystkim złozyć nasjerdeczniejsze życzenia Wielkanocne,
Zdrowych, pogodnych rodzinnych Świąt,
A przede wszystkim nadziei w sercach,
Bo w tych Świetach najwazniejsza jest nadzieja, którą daje nam Zmartwychwstały....
Alleluja....

Pięknej wiosny....



niedziela, 11 marca 2018

A więc wiosna...

Nie mam już siły tłumaczyć się z długotrwałego milczenia, prawda jest taka, że nie nadążam z publikacją, prawda jest też taka, że prościej jest pstryknąć fotę telefonem i wrzucić na instagram lub facebook, niż zrobić porządne zdjęcia, usiąść i napisać posta. Ale dziś nie będzie narzekania, będzie radość i nadzieja...


Moje skrzydlate przyjaciółki ogłosiły wiosnę i to w dzień kobiet 😍.... Jestem bardzo szczęśliwa, bo martwiłam się o nie, głównie, czy wystarczy im zapasów, bo zima była niezmiernie ciepła, jeśli tak patrzeć całościowo. Dziś już po posprzątaniu trupków (w czwartek) i krótkim przeglądzie (dziś), wiem, że dużo ich przeżyło a zapasów mają jeszcze całkiem sporo, oby tak dalej bo pewnie jako pszczelarz się jeszcze nie czuję... Zdążylam też posmakować apiterapii 😁 ciekawe czy faktycznie jad pszczeli pomaga na reumatyzm....

Z robótek wełnianych będą skarpetki i surowce skarpetkowe...... najpierw moje, zaległe oczywiście.... włóczka to zitron trecking xxl, nie pamiętam nr koloru, ale ta tęcza jest nie do pomylenia....


Wzór to  Froot Loop napisany przez Kristi Geraci, zrobiłam już jedne wcześniej i bardzo je lubię....

Nastepna w kolejce jest włóczka na skarpety dla Taty....


Zobrazowanie tego jak chciałam pofarbować, a co mi z tego wyszło pokazuje niezbicie, że wełna czasami wie lepiej.... Surowiec, to oczywiście cheviot z nylonem (75/25) zakupionyu e-welenki, mieszanka jak dla mnie idealna, choć nie jest delikatesowa, a raczej charakterna.



To samo ujęciem ale w zbliżeniu,  być może nie widać,  ale włóczka uzyskała piękny wielowymiarowy kolor, niestety nylon w tej mieszance pozwala dobrze sfotografować te kolory tylko przy idealnym świetle.

W trakcie jak już miałam włoczkę na kołowrotku zgadałam się z Tatą, że poprzednie cheviotowe skarpetki są ciut za zimne, prawdopodobnie po prostu włoczka jest za cienka, bo osiągam metraż fingering i pod taki metraż miałam już zaczętego singla. Postanowiłam więc dokonczyć włóczkę tak jak zamierzałam i dołożyć jakiś motek we wrabianiu. Dołożyłam brunatnego szetlanda, który został mi po ostatnim swetrze yoke i rozrysowałam sobie prosty geometryczny wzór.....



Zdjęcie z początku roboty lepiej pokazuje kolor.



Dzierganie poszło gładko i skarpetki są już skończone, ale oczywiście czasu na zdjecia brakło,  a jak widać na powyższym zdjęciu, bez odpowiedniego światła dobrze ująć tej zieleni się nie da.... Mam nadzieję na zdjęcia w przyszły weekend, mam mieć luźniejszy (powinnam to natychmiast odpukać), o ile nie pójdą już do gumowców.