Pisałam już słów kilka o zbliżających się dożynkach, po całej akcji pewnością zamieszczę kilka zdjęć z tej imprezy, sama akcja pod tytułem mobilizacja zaczęła się tuż przed długim weekendem, kiedy mojej mamie na spółę ze mną zaproponowano pokazanie kilku naszych wytworów pod szyldem Gminy. Wtedy zaczęła się nasza mobilizacja, bo my z mamą jesteśmy tego rodzaju "rzemieślniczki" co to prawie bez "butów " wiecznie. Te wyroby, które rozdane po rodzinie - nie problem, już większość wypożyczyłyśmy. Ja natomiast staram nadrobić stracony czas i decoupageuję na potęgę: Dokończyłam komplecik z łowickimi wzorami , oto on:
Aby mieć co pokazać powstają jeszcze dwie puchy, jedna drobiowa- już niedaleko do końca. Nawiasem mówiąc, serwetki z tym wzorem zostały zakupione z przeznaczeniem na decoupege'owy zegar, więc w przyszłości powstanie przedziwny komplet :)
Druga puszka jest z moimi ulubionymi irysami- ta ma najbardziej pod górkę:
W twórczym amoku powstało jeszcze biscornu, ale że ostatnie szwy miały miejsce wczoraj o godzinie 23, pierwsze jego zdjęcia przewiduję już na stoisku :)
Na koniec i w zupełnie innym temacie, zamieszczam pewien wiejski obrazek. Ściernisko u moich rodziców nawiedzili bardzo eleganccy goście- zdjęcia niewyraźne, bo goście byli nieśmiali i nie chciałam zakradać się blisko, żeby ich nie spłoszyć, wszak niekulturalnie jest robić zdjęcia komuś posilającemu się ;)
Bociany to kolejny gatunek zwierząt, który darzę ogromnym sentymentem. Dawno temu, kiedy byłam jeszcze w podstawówce, zimowaliśmy jednego biednego niedobitka. Kajtek nabrał u nas sił, podtuczył się na tyle, aby z powodzeniem przejść następny sejmik (to taka bociania selekcja, przez podróżą w kierunku czarnego lądu). Nie streszczając całej historii, żeby Was tu nie zanudzić na śmierć, dodam tylko, że przed odlotem w daleką podróż Kajtek przyleciał się z nami pożegnać. Od tamtej z uśmiechem spoglądam w stronę każdego bocianiego gniazda, a widoku krążących nad moją głową bocianów ( Kajtka z kolegami) nie zapomnę nigdy :)
Aby mieć co pokazać powstają jeszcze dwie puchy, jedna drobiowa- już niedaleko do końca. Nawiasem mówiąc, serwetki z tym wzorem zostały zakupione z przeznaczeniem na decoupege'owy zegar, więc w przyszłości powstanie przedziwny komplet :)
Druga puszka jest z moimi ulubionymi irysami- ta ma najbardziej pod górkę:
W twórczym amoku powstało jeszcze biscornu, ale że ostatnie szwy miały miejsce wczoraj o godzinie 23, pierwsze jego zdjęcia przewiduję już na stoisku :)
Na koniec i w zupełnie innym temacie, zamieszczam pewien wiejski obrazek. Ściernisko u moich rodziców nawiedzili bardzo eleganccy goście- zdjęcia niewyraźne, bo goście byli nieśmiali i nie chciałam zakradać się blisko, żeby ich nie spłoszyć, wszak niekulturalnie jest robić zdjęcia komuś posilającemu się ;)
Bociany to kolejny gatunek zwierząt, który darzę ogromnym sentymentem. Dawno temu, kiedy byłam jeszcze w podstawówce, zimowaliśmy jednego biednego niedobitka. Kajtek nabrał u nas sił, podtuczył się na tyle, aby z powodzeniem przejść następny sejmik (to taka bociania selekcja, przez podróżą w kierunku czarnego lądu). Nie streszczając całej historii, żeby Was tu nie zanudzić na śmierć, dodam tylko, że przed odlotem w daleką podróż Kajtek przyleciał się z nami pożegnać. Od tamtej z uśmiechem spoglądam w stronę każdego bocianiego gniazda, a widoku krążących nad moją głową bocianów ( Kajtka z kolegami) nie zapomnę nigdy :)









