Jakiś czas temu uprzędłam sobie 2 kolororwe motki z falklandzkiej wełny i planowałam zamienić je na ponczo, a potem wielkie szalisko...
Pamiętam, że szukałam wtedy jakiegoś prostego wzoru, ale mi nie szło, a robótka dopiero zaskoczyła kiedy wymyśliłam coś z "fajerwerkami", konkretnie to. Dziergało mi się dość szybko i nawet miałam już trochę, jednak cały czas prześladowała mnie myśl, czy czasem to nie jest kiczowate. Podzieliłam się swoimi wątpliwościami tutaj i czytelnicze zdania również były podzielone. Jedni woleli by wzór był prosty i na pierwszym miejscu był kolor, innym taki stan rzeczy się podobał... A ja rozdarta jak ta żaba, nie wiedziałam co zrobić i aby dać sobie czas na podjęcie decyzji, rozgrzebaną robótkę schowałam do szuflady. Pewnie leżałaby sobie tam dalej, gdyby nie dziergana aktualnie, zimowa wersja szachownicy. Gdy schodziłam już do ściągacza, dostałam olśnienia i oczami wyobraźni zobaczyłam przekalkowany wzór, na tym moim nieszczęsnym szalisku. Jak już to w wyobraźni zobaczyłam wzięłam druty, drugi motek falklanda i zaczęłam dziergać...
Zdjęcie zrobione telefonem kiepskie, ale pokazuje oba zaczątki szali, tak żeby można było zobaczyć i wybrać który lepszy. Jak na razie wydaje mi się że ten nowy wzór (po prawej) jest lepszy, jest spokojniejszy, rzeczywiście pierwsze skrzypce gra w nim kolor i co ważne brzegi dzianiny zwijają się w niewielkim stopniu...
Szal z lewej strony zdjęcia, jeszcze nie jest spruty, ale jego los wydaje się przesądzony, być może kiedyś do niego powrócę, ale ze spokojniejszą włóczką. Mam też cichą nadzieję, że jeśli uda mi się dokończyć szachownicę w szalowej wersji, spiszę wzór, na wypadek gdyby komuś wydał się warty dziergania...
Pamiętam, że szukałam wtedy jakiegoś prostego wzoru, ale mi nie szło, a robótka dopiero zaskoczyła kiedy wymyśliłam coś z "fajerwerkami", konkretnie to. Dziergało mi się dość szybko i nawet miałam już trochę, jednak cały czas prześladowała mnie myśl, czy czasem to nie jest kiczowate. Podzieliłam się swoimi wątpliwościami tutaj i czytelnicze zdania również były podzielone. Jedni woleli by wzór był prosty i na pierwszym miejscu był kolor, innym taki stan rzeczy się podobał... A ja rozdarta jak ta żaba, nie wiedziałam co zrobić i aby dać sobie czas na podjęcie decyzji, rozgrzebaną robótkę schowałam do szuflady. Pewnie leżałaby sobie tam dalej, gdyby nie dziergana aktualnie, zimowa wersja szachownicy. Gdy schodziłam już do ściągacza, dostałam olśnienia i oczami wyobraźni zobaczyłam przekalkowany wzór, na tym moim nieszczęsnym szalisku. Jak już to w wyobraźni zobaczyłam wzięłam druty, drugi motek falklanda i zaczęłam dziergać...
Zdjęcie zrobione telefonem kiepskie, ale pokazuje oba zaczątki szali, tak żeby można było zobaczyć i wybrać który lepszy. Jak na razie wydaje mi się że ten nowy wzór (po prawej) jest lepszy, jest spokojniejszy, rzeczywiście pierwsze skrzypce gra w nim kolor i co ważne brzegi dzianiny zwijają się w niewielkim stopniu...
Szal z lewej strony zdjęcia, jeszcze nie jest spruty, ale jego los wydaje się przesądzony, być może kiedyś do niego powrócę, ale ze spokojniejszą włóczką. Mam też cichą nadzieję, że jeśli uda mi się dokończyć szachownicę w szalowej wersji, spiszę wzór, na wypadek gdyby komuś wydał się warty dziergania...





