środa, 3 kwietnia 2019
środa, 20 lutego 2019
Brak weny
Brak weny dopadł mnie niedawno, praktycznie niewiele dziergam, ani w ogóle nic nie robię. Wcześniej, kiedy wena jeszcze była i robota szła, nie było czasu na robienie zdjęć i pisanie postów...
Dziś zatem post wspominkowo-reportażowy, z pokazaniem zaległości.... Ale, że czasu na zrobienie porządnych zdjęć dalej nie ma, to zdjęcia będą wstawione z instagrama, czy innych takich, zatem robione telefonem, co determinuje ich jakość.
Ale do dzieła...
Oczywiście jak co roku, machnęłam 2 serwetki na aukcje WOŚP, dla lokalnych domów kultury.... Na zdjęciu tylko jedna, ale serwetki były bliźniacze, więc nie ma wielkiego żalu, że jednej nie udało się ich sfotografować....
Jeśli chodzi o rzeczy dziergane, to powstają rękawiczki, które utknęły na etapie palców prawej ręki.... Na razie zmęczyłam się drobnicą i odłożyłam do leżakowania, chwyciłam natomiast za druty 6mm i dropsową limę, mam zamiar wrócić, zanim lato się rozkręci, ale wiadomo jak to z planami bywa...
Rękawiczki są połączeniem dwóch wzorów: część dłoniowa pochodzi z wzoru na mitenki Rigmor's Selbu mittens autorstwa Rigmor Duun Grande, a palce z wzoru Sabrina's Ojo de Dios Gloves z książki Nordic knitting tradition napisanej przez Susan Anderson Freed.
Od czasu do czasu chlapię też akwarelą i powstają drobne malunki w zakupionym notatniku....
Tak, tak, ten seter to mój Bruno, malowałam na postawie zdjęcia trzaśniętego na spacerze.
Słoneczniczki też rosły u nas w zeszłym roku,
A ta urocza szetlandka, to podopieczna znajomej, malunek to wdzięcznościowy prezencik... niezmiernie mi miło, bo się spodobał....
No i byłoby na tyle... choć podzielę się jeszcze jedną wielką radością, wszystkie pszczele rodziny (skończyliśmy sezon na pięciu) przeżyły zimę, wyleciały w pierwszych wiosennych lotach i jak na razie mają się dobrze... Oczywiście brak weny i nic nierobienie, nie dotyczy prac pszczelarskich, choć o tej porze roku nie ma ich specjalnie dużo, ale dna uli udało nam się już posprzątać, apiterapia zaliczona ;) no ukręciłam też kilka kulek cukrowego ciasta, bo w niektórych rodzinkach zimowe zapasy pokarmu były nieduże....
Zdjęcie oczywiście pochodzi z poprzedniego sezonu, ale na tyle ładne, że może urozmaicić pszczeli temat....
Dziś zatem post wspominkowo-reportażowy, z pokazaniem zaległości.... Ale, że czasu na zrobienie porządnych zdjęć dalej nie ma, to zdjęcia będą wstawione z instagrama, czy innych takich, zatem robione telefonem, co determinuje ich jakość.
Ale do dzieła...
Oczywiście jak co roku, machnęłam 2 serwetki na aukcje WOŚP, dla lokalnych domów kultury.... Na zdjęciu tylko jedna, ale serwetki były bliźniacze, więc nie ma wielkiego żalu, że jednej nie udało się ich sfotografować....
Jeśli chodzi o rzeczy dziergane, to powstają rękawiczki, które utknęły na etapie palców prawej ręki.... Na razie zmęczyłam się drobnicą i odłożyłam do leżakowania, chwyciłam natomiast za druty 6mm i dropsową limę, mam zamiar wrócić, zanim lato się rozkręci, ale wiadomo jak to z planami bywa...
Rękawiczki są połączeniem dwóch wzorów: część dłoniowa pochodzi z wzoru na mitenki Rigmor's Selbu mittens autorstwa Rigmor Duun Grande, a palce z wzoru Sabrina's Ojo de Dios Gloves z książki Nordic knitting tradition napisanej przez Susan Anderson Freed.
Od czasu do czasu chlapię też akwarelą i powstają drobne malunki w zakupionym notatniku....
Tak, tak, ten seter to mój Bruno, malowałam na postawie zdjęcia trzaśniętego na spacerze.
Słoneczniczki też rosły u nas w zeszłym roku,
A ta urocza szetlandka, to podopieczna znajomej, malunek to wdzięcznościowy prezencik... niezmiernie mi miło, bo się spodobał....
No i byłoby na tyle... choć podzielę się jeszcze jedną wielką radością, wszystkie pszczele rodziny (skończyliśmy sezon na pięciu) przeżyły zimę, wyleciały w pierwszych wiosennych lotach i jak na razie mają się dobrze... Oczywiście brak weny i nic nierobienie, nie dotyczy prac pszczelarskich, choć o tej porze roku nie ma ich specjalnie dużo, ale dna uli udało nam się już posprzątać, apiterapia zaliczona ;) no ukręciłam też kilka kulek cukrowego ciasta, bo w niektórych rodzinkach zimowe zapasy pokarmu były nieduże....
Zdjęcie oczywiście pochodzi z poprzedniego sezonu, ale na tyle ładne, że może urozmaicić pszczeli temat....
niedziela, 23 grudnia 2018
Niech sobie pada
Co prawda prognozy nie są optymistyczne, do świąt ma stopnieć to co jest...
Trudno się mówi, nie mamy przecież na to wpływu, możemy jedynie wyprodukować sobie ten nieco trwalszy bawełniany śnieg....
A z okazji nadchodzących świąt życzę wszystkim
Trudno się mówi, nie mamy przecież na to wpływu, możemy jedynie wyprodukować sobie ten nieco trwalszy bawełniany śnieg....
A z okazji nadchodzących świąt życzę wszystkim
Radości
poczujmy wszyscy taką dziecięcą radość
niezależną od niczego
cieszmy się życiem
i sobą nawzajem
i
Pokoju
przede wszystkim w naszych sercach
może jeśli poczujemy pokój w sobie
ten pokój się zadzieje.
wtorek, 20 listopada 2018
Pierwsze śniegi...
Każdy rękodzielnik, który robi ozdoby choinkowe, lub prezenty świąteczne, o tej porze roku jest w tym temacie już bardzo zaawansowany. Nie inaczej jest u mnie, w tym roku namiętnie supłam śnieżynki.
Z tym wzorem wręcz przeciwnie, mimo iż nie jest on specjalnie trudny, prraktycznie w każdej sztuce się myliłam, wiec nie było sensu się męczyć, serce też mi nie podeszło.
Za to ten, który na zdjęciu robimy z kocurem (bijącym wszelkie rekordy wagi, ustanowione przez siebie), jest bardzo prosty i supła mi się go szybko, choć, jeszcze ani jednej nie wykrochmaliłam.
A żeby kocur nie czuł się samotny, pochwalę się kartką jaką zmalowałam dla siostrzenicy..
Kartka oczywiście zyskała "dupkę" i wkład w postaci życzeń i spodobała się małej jubilatce, ale miałam ułatwione zadanie, Kasia jest wielbicielką kotów.
Spodobał mi się ten wzór, świeżynek więc powstało 25, po takiej liczbie stwierdziłam, że czas na zmiany...
Za to ten, który na zdjęciu robimy z kocurem (bijącym wszelkie rekordy wagi, ustanowione przez siebie), jest bardzo prosty i supła mi się go szybko, choć, jeszcze ani jednej nie wykrochmaliłam.
A żeby kocur nie czuł się samotny, pochwalę się kartką jaką zmalowałam dla siostrzenicy..
Kartka oczywiście zyskała "dupkę" i wkład w postaci życzeń i spodobała się małej jubilatce, ale miałam ułatwione zadanie, Kasia jest wielbicielką kotów.
środa, 24 października 2018
Jakieś widoki...
Dawno nie pokazywałam co tam u mnie w akwareli piszczy, a od czasu do czasu coś tam produkuję.
Najlepiej wychodzą mi chyba pejzaże, chyba nadszedł czas, aby pokazać, co do tej pory namalowalam, choć to nie będzie wszystko
Brzozy , z ktorych nie jestem do końca zadowolona, ten obrazek powstał w ramach poszukiwania papieru idealnego i chyba gładki papier nie jest dla mnie idealny, jest trudny....
W tym miejscu powinien pojawić się jeszcze jeden obraz - malowany widoczek ze zdjęcia zrobionego w Gent, ale w swoim internetowym archiwum, mam tylko zdjęcie w sztucznym świetle, a w obecnej aurze, nie jest możliwe aby zrobić dobre zdjęcie- zatem prezentacja nastąpi kiedyś.
Przy okazji, jeśli nie mówiłam, zdradzę patent na świetną i tanią paletę porcelanową- to talerz do jajek. Pomysł podejrzany na jakimś akwarelowym forum, godny rozprzestrzenienia, paleta z talerza świetna, dołki na mieszanie kolorów są głębokie, no i domywa się bez problemu- moja plastikowa paleta wbudowana w kasetę w farbami niestety już zaszła kolorami i nie jest biała a to czasem utrudnia dobranie koloru. Wysyp tych "palet" w naprawdę dobrych cenach i wszystkich nawet małych sklepikach jest co roku w okolicach Wielkanocy...
Ten widoczek jest ostatni i jestem z niego zadowolona, chyba. Zauważyłam, że im mniej dbam o detale, tym lepszy jest efekt końcowy- oczywiście sprawdzi się to tylko w niektórych tematach.
Na koniec coś nowego- postanowiłam sobie sprawić prezent- notatnik z kartkami do akwareli, tak aby malować małe niekoniecznie powazne obrazki czy szkice, aby nie musiec zdzierać zaczętego obrazu (obraz do malowania naklejam na deskę, aby papier mniej sie marszczył), aby namalować coś pod wpływem impulsu, a przy okazji żeby móc zobaczyć ewentualne postępy.
Najlepiej wychodzą mi chyba pejzaże, chyba nadszedł czas, aby pokazać, co do tej pory namalowalam, choć to nie będzie wszystko
Brzozy , z ktorych nie jestem do końca zadowolona, ten obrazek powstał w ramach poszukiwania papieru idealnego i chyba gładki papier nie jest dla mnie idealny, jest trudny....
W tym miejscu powinien pojawić się jeszcze jeden obraz - malowany widoczek ze zdjęcia zrobionego w Gent, ale w swoim internetowym archiwum, mam tylko zdjęcie w sztucznym świetle, a w obecnej aurze, nie jest możliwe aby zrobić dobre zdjęcie- zatem prezentacja nastąpi kiedyś.
Przy okazji, jeśli nie mówiłam, zdradzę patent na świetną i tanią paletę porcelanową- to talerz do jajek. Pomysł podejrzany na jakimś akwarelowym forum, godny rozprzestrzenienia, paleta z talerza świetna, dołki na mieszanie kolorów są głębokie, no i domywa się bez problemu- moja plastikowa paleta wbudowana w kasetę w farbami niestety już zaszła kolorami i nie jest biała a to czasem utrudnia dobranie koloru. Wysyp tych "palet" w naprawdę dobrych cenach i wszystkich nawet małych sklepikach jest co roku w okolicach Wielkanocy...
Ten widoczek jest ostatni i jestem z niego zadowolona, chyba. Zauważyłam, że im mniej dbam o detale, tym lepszy jest efekt końcowy- oczywiście sprawdzi się to tylko w niektórych tematach.
Na koniec coś nowego- postanowiłam sobie sprawić prezent- notatnik z kartkami do akwareli, tak aby malować małe niekoniecznie powazne obrazki czy szkice, aby nie musiec zdzierać zaczętego obrazu (obraz do malowania naklejam na deskę, aby papier mniej sie marszczył), aby namalować coś pod wpływem impulsu, a przy okazji żeby móc zobaczyć ewentualne postępy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
















