wtorek, 22 stycznia 2013

Prezenty!!!

Dostawanie prezentów to bardzo miłe uczucie, zwłaszcza gdy są dawane ze szczerego serca i  niespodziewane. A ja właśnie taki dostałam....
Viola obdarowała mnie najmodniejszą włóczką w tym sezonie :)

czy może być lepszy prezent dla dziewiarki?  

A jakby tego było mało w paczuszce znajdował się liścik napisany na widokówce z Violinych okolic, oraz plaser agatu- jest prześliczny, nigdy nie miałam żadnego minerału...

zdjęcie zdecydowanie nie oddaje urody agatu...

Violu z serdecznie Ci dziękuję, sprawiłaś mi wiele radości :D
 

A żeby nie było, nic nie robię przedstawiam dowód - kręci się ...


Oprócz tego dzierga się sporo, ale projekty z tych długodystansowych, więc jeszcze trochę się podzierga...

niedziela, 13 stycznia 2013

Czapka... między innymi...

Ostatnio dziergam sporo, praktycznie w każdej wolnej chwili... ostatnia robótka taka niewielka, to czapka...
Mam trochę tremę pokazując ją, bo to czapka dla kolegi, nie wiem czy będzie dobra i czy się spodoba, no ale zawsze można spruć i poprawić, prawda?
Najpierw zdjęcia poglądowe koloru...


 potem zbliżenie na wzór...


A na koniec całokształt...


Muszę przyznać, że prezentacja na płasko zabiera czapce wiele urody,  po ubraniu na głowę oczka lewe wychodzą na świat a warkocze nabierają przestrzennego kształtu...  jutro czapa jedzie w świat...

Jako, że zima sypnęła śniegiem, kilka zdjęć zimowej psiej radochy ;)






I na sam koniec mała rekomendacja... Ostatnio byłam w Krakowie w celach wybitnie nieturystycznech, ale po ich załatwieniu miałam sporo czasu do drogi powrotnej, skorzystała z okazji i wreszcie wybrałam się do odnowionej wystawy malarstwa w Sukiennicach. Jak się okazało nie mogłam lepiej trafić, Muzeum Narodowe przygotowało dla zwiedzających prezent- do 27 stycznia wstęp jest wolny. A wstąpić warto - oprócz moich ulubionych- "Malczewskich", "Chełmońskich" i  "Kossaków" (oraz innych autorów z galopującą duszą), znajduje się tam "Matka Boska prządka" więc może miłośniczki wełny wybiorą się na małą pielgrzymkę ;)  Dla ścisłości dodam tylko, że gratisowy wstęp obejmuje także inne gmachy Muzeum Narodowego...

sobota, 29 grudnia 2012

W tych pięknych okolicznościach przyrody...

... nie mogłam nie sfotografować ostatnio wydzierganej czapeczki. Co prawda "ostatnio" to bardzo umowne stwierdzenie, bo skończyłam 2 tygodnie temu. Przynajmniej mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że ciepła i dobrze się nosi.


Wzór znany i lubiany- Ruche Beret  autorstwa Susan B. Anderson (bardzo lubię Jej wzory i blog), nie przestał mi się podobać - prosto a uroczo ;)
Wełenka moja, to ta z awaryjnego farbowania. Czapka jest zdecydowanie jaśniejsza, ale co tam.



Z turkusowych planów został mi jeszcze szalik :)

wtorek, 18 grudnia 2012

O jeden wyrzut sumienia mniej...

Pokazuję, bo jak teraz nie pokarzę to nie wiem kiedy się zbiorę. Zdjęcia nie rewelacyjne, na plaskacza, ale padam na nos i nie mam siły nawet spróbować zrobić sobie foty....
Skończyłam mleczaka- zwyklaka, nawet już w pracy byłam, nosi się świetnie, grzeje, jak nie wiem co, no i jest całkowicie mój ;)



Różnica w doprzędzionej wełnie jest, ale szczęśliwie lokalizacja taka, że nie rzuca się to specjalnie w oczy.


Guziczki  (choć "guziczki" to chyba nieodpowiednie słowo) ostatecznie poszły na ich lewą stronę, moim zdaniem ładniej kontrastują.

A teraz " Na całym połaciu śnieg"
Moja mama śnieżynkuje na potęgę, oto mała próbka  maminego talentu :)

  
A ponieważ to prawdopodobnie mój ostatni post przed Świętami....
Wszystkim zaglądającym życzę
Wspaniałych rodzinnych Świąt Bożego Narodzenia
Przeżytych w pokoju i radości
Wielu Łask Bożej Dzieciny 
Smacznych łakoci 
Oraz spełnienia najskrytszych marzeń
No i oczywiście wszystkim robótkomaniaczkom wielu wspaniałych włoczek i robótek

Do przeczytania mam nadzieją jeszcze w tym roku ;) Chmurka  
      
  

niedziela, 16 grudnia 2012

Historia pewnych rękawiczek

Jeszcze turkusowa włóczka nie została zamieniona w szalik, a ja już pofarbowałam dwa kolejne motki- będzie komplet- czapa, szalik, rękawiczki....
Najbardziej potrzebowałam rękawiczek, te szpitalne mają za szeroki koniec i nie chcą się mieścić w rękawie "roboczej" kurtki zimowej. Wybrałam więc cieniutką włóczkę własnego wyrobu (z runa od Pana Romka) i zabrałam się za farbowanie.
Barwnika sypnęłam tyle samo, ale motek ważył 80g a nie 100g. Podczas przewracania zawiniątka na durszlaku byłam załamana, wydawało mi się, że włóczka wyjdzie za ciemna - niebieska, raczej ciemno niebieska (a ja niebieskości nie lubię). W tej rozpaczy wyjęłam z szuflady kolejny motek tej włóczki, szybciutko namoczyłam w wodzie z octem, ciut rozcieńczyłam resztę rozrobionej farbki ( a zostało mi sporo w słoiku) i przygotowałam kolejne zawiniątko.
W sumie panika okazała się zupełnie niepotrzebna, bo ciemniejszy motek wyszedł całkiem, całkiem.
Wniosek- nie skreślać farbowania przed wyschnięciem motka...


 Oczywiście wyszedł melanż, choć jest chyba ciut równiej niż poprzednio.

 

Ciemniejszy motek dostał przeznaczenie na rękawiczki, zaczęłam w czwartek, najpierw próbowałam zrobić takie jak Frasia pokazywała ostatnio, ale 42 oczka to na moje nadgarstki za dużo (nawet na drutach nr 2).
W końcu postawiłam na radosną twórczość własną...


przed chwilą skończyłam :)...

Na zdjęciach  nie bardzo widać, ale na grzbietowej stronie dłoni umieściłam mały wzorek, takie "zimowe jagódki"...


Szczerze mówiąc jestem pozytywnie zaskoczona, zaczynając nie podejrzewałam, że z pięcioma palcami pójdzie mi tak gładko ;)