wtorek, 17 września 2013

Były sobie śpioszki trzy

Poprzednie "króliki do kochania" spodobały się pewnej Mamie i zapragnęła podobnych dla swojej córuni... a że z Ową Mamą zjadłyśmy razem beczkę soli i nie tylko, do pracy przystąpiłam z wielką radością...
Oto kolejna odsłona serii "Somebunny to love" w moim wykonaniu,



Przyznam szczerze, że gdy przystępowałam do pracy, miałam ogromne wątpliwości co do wyboru królików, wydawało mi się, takie smutne i jakieś nie koniecznie dla dziecka. Jednak gdy skończyłam, a właściwie, gdy do końca było blisko, zobaczyłam, że mają w sobie TO COŚ...
Tradycyjnie oprawa należała to tego samego Fachowca i jak zwykle oko mistrza od razu  samo dobrało ramę i passepartou, tak że nie wymyśliłabym lepiej ;)

A ponieważ kolory na poprzednich zdjęciach wyszły troszkę nieadekwatne, pokażę jeszcze jedno, na którym i ja się nieco materializuję ;)




sobota, 14 września 2013

Porażka, ale jaka ładna...

Przy okazji porządków, znalazłam kilka moteczków bawełnianych nici (każdy w innym kolorze), które dostałam jako gratis od pasmanterii. Pomyślałam sobie, że trzeba to jakoś zutylizować, bo co mają się plątać samotnie...
Zabrałam się za serwetę, tym razem kwadratową ... wzór o nazwie Kunststricken 1637...


Taki obrazek, jest oczywiście powszechnie znany, a Maksiu wiernie na stanowisku ;)



Praca szła błyskawicznie, ale w mniej więcej 3/4 wzoru zorientowałam się, że 30g moteczek jest na wykończeniu i na pewno mi nie starczy...


Zmodyfikowałam wzór, no umówmy się, takie romby to żaden problem sobie zmodyfikować, ale i tak zabrakło mi do zakończenia KILKUNASTU oczek!!!
Pruć absolutnie mi się nie chciało, tym bardziej, że nitka taka złośnica, że każde oczko które spadło z drutu, pruło się do samego początku...  Wymyśliłam sobie zatem prowizorkę godną głębokiego PRLu , czyli brakujące oczka zakończyłam połową muliny w podobnym kolorze....


Troszkę widać i o dziwo nie ze względu na kolor, a na skręt nitek... Żal mi ściska nie napisze co, bo przecież mogłam tę niteczkę przepuścić przez kołowrotek, może coś by to pomogło, ale zupełnie o tym nie pomyślałam. Suma summarum wydaje mi się, że nie jest źle...
Serweta ma prawie 40cm i obie z mamą stwierdziłyśmy, że świetnie nadałaby się jako ozdoba poszewki na jasia... być może taka będzie jej przyszłość ;)


A na dowód, że czasami coś mi się udaje (nawet jak się tego nie spodziewam) pokażę bawełnianą bluzkę...

Skończyłam całkiem niedawno i po upraniu NIE ROZCIĄGNĘŁA SIĘ ;) jestem przeszczęśliwa i od teraz jeśli będę dziergać ubrania z bawełny to pranie nie tylko po, ale i przed dzierganiem ;)
Jeśli pogoda dopisze, pokażę na ludziu jeszcze w tym sezonie ;)

środa, 11 września 2013

Arystokraci łąk i pól

Lekarz zalecił mi spacery.... więc spaceruję... oczywiście w towarzystwie...
Owi "arystokraci łąk i pól" to określenie przypisywane seterom, bo czego by o tych psach nie powiedzieć, to nie można zaprzeczyć, że w biegu pokazują całą swoją urodę...



Filmik niestety nie najlepszej jakości, nie wiem czemu po przesłaniu na serwis Youtube piksele zrobiły się bardzo widoczne, chyba muszę wiele się nauczyć, jeśli chodzi o obrabianie filmów....




W koniczynie (te czarne kuleczki to jej przekwitnięte kwiaty)- to takie "irlandzkie"


Mały "arystokratka" powiedzmy "Sanczo Pancza" też próbuje nadążyć ;)


Po takich jesiennych spacerach, zrozumiałam wreszcie dlaczego setery, mimo swojego  wielkiego zapału do pracy, są znacznie mniej popularne (przynajmniej w moich stronach) wśród myśliwych, niż wyżły kontynentalne... Wyczesywanie z sierści tych wszystkich powbijanych  nasionek, po przyjściu do domu, to nie jest bułka z masłem....

Ja z tych spacerków, oprócz zdrowotnych mam i inne korzyści, co jakiś czas przynoszę sobie garść krwawnika...


Na razie tylko suszę, ale zamierzam spróbować farbowania naturą ;)

niedziela, 8 września 2013

Beretka,.... no prawie...


 Kto to widział- pokazywać czapkę w taką pogodę!?... pomyślał zapewne kot.... a ja jednak się skuszę ...

Tourowe nitki się mnie trzymają i do kompletu z chustą powstała czapka.... Od razu małe sprostowanie, to chusta powstała jako uzupełnienie "czapki", bo nitki na czapkę i sam pomysł, były pierwsze...,

Surowce to- szetland navajo oraz czarna fińska owieczka , wzoru długo nie mogłam znaleźć.... ZNOWU... chyba sentyment do własnych włóczek powoduje, że oczekuję by wzór był idealny....
W końcu zdecydowałam się na River Fire  autorstwa  Varian Brando, ale zrobiłam ją całkiem po swojemu. Prawdę mówiąc oryginalny projekt w ogóle mi się nie podoba, za to schematy są świetne.



Robota szła mi nadspodziewanie szybko i choć pierwotnie zamierzałam sama rozrysować dekielek, to ostatecznie poszłam na łatwiznę i wykorzystałam wzór Frances opracowany przez Fionę Morris.


Cieszy mnie też fakt, że kolory w obu wyrobach współgrają, choć czesankę na chustę malowałam w osobnym farbowaniu. 


Tak jak w przypadku chusty, zostało mi po około 50g każdego motka. Niby mogłabym zrobić rękawiczki, ale to kompletnie bez sensu, bo na każdą z nich przypadły by inne kolory, zatem prawdopodobnie powstanie jeszcze jeden komplet - czapka + szyjogrzej....


 Po raz kolejny stwierdzam, że dzierganie z własnych włóczek to jednak wyższy poziom przyjemności ;)

Miłej niedzieli...

środa, 4 września 2013

Ciut elegantszy anti-mol

Miałam dług wdzięczności i chciałam się choć odrobinę zrewanżować....
Postanowiłam wykonać kilka małych haftowanych saszetek, a żeby ten gadżet był jakoś przydatny wypełniłam je lawendą....


W ten prosty sposób saszetki mogą stać, a nawet wisieć na straży ubrań i włóczek ;)



Wzór autorstwa Mam Soazic




Autorów wzorów niestety nie mogę podać, znalazłam te hafciki na stronie Pinterest,



A na koniec nie odmówię sobie przyjemności z prezentacji dwóch opalaczy....